Binance Square

CrypS_pl

image
Verifierad skapare
CrypS.pl - Fresh News and Education about Cryptocurrencies, AI, Finance and Geopolitics.
5 Följer
1.7K+ Följare
667 Gilla-markeringar
36 Delade
Inlägg
·
--
Binance Research: wybory w USA mogą otworzyć nowe okno wzrostowe dla bitcoinaBinance Research uważa, że wybory uzupełniające w Stanach Zjednoczonych w 2026 r. mogą stworzyć sprzyjające warunki do odbicia na rynku bitcoina i akcji. Historycznie po ustąpieniu politycznej niepewności aktywa ryzykowne często przechodziły w fazę silniejszych wzrostów. Po wyborach uzupełniających S&P 500 średnio rósł o 19% w ciągu 12 miesięcy.Bitcoin w trzech znanych cyklach po takich wyborach notował średnio wzrost o 54%.Krótkoterminowo ryzykiem pozostają geopolityka, ropa i napięcia na Bliskim Wschodzie. Najpierw niepewność, potem odbicie Według raportu Binance Research rynki zwykle zyskują po wyborach uzupełniających w USA, ponieważ inwestorzy dostają wyraźniejszy obraz przyszłej polityki fiskalnej, wydatkowej i regulacyjnej. To właśnie spadek niepewności ma historycznie wspierać aktywa ryzykowne. W przypadku indeksu S&P 500 średnia roczna stopa zwrotu po takim cyklu wynosiła 19%. Co ciekawe, od 1939 r. amerykański rynek akcji nie zanotował ujemnego wyniku w ciągu 12 miesięcy po wyborach uzupełniających. Bitcoin ma znacznie krótszą historię, ale według Binance zachowywał się w podobnym rytmie. W trzech odnotowanych cyklach po midtermach rósł średnio o 54%. Same lata wyborcze bywają trudne Raport przypomina jednak, że same lata wyborów uzupełniających potrafią być dla inwestorów bardzo wymagające. S&P 500 notował w takich okresach średni spadek od szczytu do dołka o ok. 16%. Bitcoin reagował jeszcze mocniej. W 2014 r. spadł o 56%, w 2018 r. o 73%, a w 2022 r. o 64%. Mimo to po każdym z tych cykli następowało wyraźne odbicie. To właśnie ten schemat Binance uznaje za jeden z ważniejszych argumentów za tym, że druga połowa 2026 r. może przynieść bardziej sprzyjające warunki dla BTC. Geopolityka wciąż ciąży rynkom Krótkoterminowo sytuacja pozostaje jednak napięta. Binance wskazuje na konflikt obejmujący Stany Zjednoczone, Izrael i Iran, który wywołał wzrost cen ropy i nowe obawy o stabilność dostaw przez Cieśninę Ormuz. Takie czynniki obciążają sentyment wobec aktywów ryzykownych, w tym bitcoina. W ostatnich dniach BTC utrzymywał się w pobliżu 70 000 USD i wciąż czeka na wyraźniejszy impuls makroekonomiczny. Mimo tego Binance Research uważa, że jeśli polityczna niepewność w USA zacznie opadać po wyborach uzupełniających, bitcoin i akcje mogą wejść w mocniejsze okno wzrostowe.

Binance Research: wybory w USA mogą otworzyć nowe okno wzrostowe dla bitcoina

Binance Research uważa, że wybory uzupełniające w Stanach Zjednoczonych w 2026 r. mogą stworzyć sprzyjające warunki do odbicia na rynku bitcoina i akcji. Historycznie po ustąpieniu politycznej niepewności aktywa ryzykowne często przechodziły w fazę silniejszych wzrostów.
Po wyborach uzupełniających S&P 500 średnio rósł o 19% w ciągu 12 miesięcy.Bitcoin w trzech znanych cyklach po takich wyborach notował średnio wzrost o 54%.Krótkoterminowo ryzykiem pozostają geopolityka, ropa i napięcia na Bliskim Wschodzie.
Najpierw niepewność, potem odbicie
Według raportu Binance Research rynki zwykle zyskują po wyborach uzupełniających w USA, ponieważ inwestorzy dostają wyraźniejszy obraz przyszłej polityki fiskalnej, wydatkowej i regulacyjnej.
To właśnie spadek niepewności ma historycznie wspierać aktywa ryzykowne. W przypadku indeksu S&P 500 średnia roczna stopa zwrotu po takim cyklu wynosiła 19%. Co ciekawe, od 1939 r. amerykański rynek akcji nie zanotował ujemnego wyniku w ciągu 12 miesięcy po wyborach uzupełniających.
Bitcoin ma znacznie krótszą historię, ale według Binance zachowywał się w podobnym rytmie. W trzech odnotowanych cyklach po midtermach rósł średnio o 54%.
Same lata wyborcze bywają trudne
Raport przypomina jednak, że same lata wyborów uzupełniających potrafią być dla inwestorów bardzo wymagające. S&P 500 notował w takich okresach średni spadek od szczytu do dołka o ok. 16%.
Bitcoin reagował jeszcze mocniej. W 2014 r. spadł o 56%, w 2018 r. o 73%, a w 2022 r. o 64%. Mimo to po każdym z tych cykli następowało wyraźne odbicie.
To właśnie ten schemat Binance uznaje za jeden z ważniejszych argumentów za tym, że druga połowa 2026 r. może przynieść bardziej sprzyjające warunki dla BTC.
Geopolityka wciąż ciąży rynkom
Krótkoterminowo sytuacja pozostaje jednak napięta. Binance wskazuje na konflikt obejmujący Stany Zjednoczone, Izrael i Iran, który wywołał wzrost cen ropy i nowe obawy o stabilność dostaw przez Cieśninę Ormuz.
Takie czynniki obciążają sentyment wobec aktywów ryzykownych, w tym bitcoina. W ostatnich dniach BTC utrzymywał się w pobliżu 70 000 USD i wciąż czeka na wyraźniejszy impuls makroekonomiczny.
Mimo tego Binance Research uważa, że jeśli polityczna niepewność w USA zacznie opadać po wyborach uzupełniających, bitcoin i akcje mogą wejść w mocniejsze okno wzrostowe.
JPMorgan pozwany za kryptowalutowy scam. Inwestorzy mówią o piramidzie za 328 mln USDJeden z największych banków świata znalazł się w centrum kolejnej afery związanej z rynkiem aktywów cyfrowych. JPMorgan został pozwany przez inwestorów, którzy twierdzą, że bank przez lata umożliwiał działalność ogromnego scamu kryptowalutowego prowadzonego przez firmę Goliath Ventures. Inwestorzy złożyli pozew zbiorowy przeciwko JPMorgan.Według pozwu bank umożliwił funkcjonowanie schematu o wartości 328 mln USD.To kolejny głośny proces wobec JPMorgan po pozwie Donalda Trumpa. JPMorgan w centrum nowej afery Pozew został złożony w amerykańskim sądzie federalnym w Kalifornii. Poszkodowani inwestorzy twierdzą, że JPMorgan przez długi czas obsługiwał finansowo firmę Goliath Ventures, mimo że istniały wyraźne sygnały ostrzegawcze wskazujące na możliwy schemat Ponziego. Według śledczych projekt działał od stycznia 2023 r. do stycznia 2026 r. i miał wyłudzić od ponad 2000 osób około 328 mln USD. Inwestorom obiecywano ekspozycję na rzekome inwestycje private equity powiązane z rynkiem kryptowalut, ale prokuratura uważa, że był to klasyczny scam. Na początku lutego zatrzymano prezesa Goliath Ventures, Christophera Delgado. Jeśli zostanie uznany za winnego wszystkich zarzutów, grozi mu nawet 30 lat więzienia. Bank miał widzieć, co się dzieje W pozwie wskazano, że w latach 2023–2025 na jedno z kont prowadzonych przez JPMorgan wpłynęło około 253 mln USD. Około 123 mln USD z tej kwoty miało następnie trafić do portfeli kryptowalutowych powiązanych z Goliath na giełdzie Coinbase. Inwestorzy przekonują, że dzięki procedurom KYC bank musiał wiedzieć, że Goliath prowadzi działalność przypominającą kryptowalutowy fundusz inwestycyjny bez odpowiednich licencji. Według autorów pozwu JPMorgan nie tylko miał dostęp do wystarczających informacji, ale mimo to nadal umożliwiał firmie korzystanie z infrastruktury finansowej. Choć śledczy ustalili, że Goliath korzystał również z rachunków w Bank of America, to właśnie JPMorgan miał pełnić kluczową rolę w obsłudze przepływów finansowych przez ponad dwa lata. Kolejny problem dla bankowego giganta Sprawa pojawia się w bardzo trudnym momencie dla JPMorgan. Na początku roku bank został pozwany przez Donalda Trumpa, który domaga się 5 mld USD odszkodowania za zamknięcie rachunków powiązanych z jego rodziną po wydarzeniach z 2021 r. Sama instytucja przyznała, że rzeczywiście zamknęła te konta, tłumacząc to tzw. ryzykiem reputacyjnym. Trump twierdzi jednak, że decyzja miała charakter polityczny i wyrządziła jego rodzinie poważne szkody finansowe. Cała sytuacja jest tym bardziej niewygodna dla prezesa JPMorgan, Jamie’ego Dimona, że od lat publicznie krytykuje bitcoina i kryptowaluty. Teraz bank, którym kieruje, został oskarżony o umożliwienie jednego z większych oszustw związanych z tym rynkiem.

JPMorgan pozwany za kryptowalutowy scam. Inwestorzy mówią o piramidzie za 328 mln USD

Jeden z największych banków świata znalazł się w centrum kolejnej afery związanej z rynkiem aktywów cyfrowych. JPMorgan został pozwany przez inwestorów, którzy twierdzą, że bank przez lata umożliwiał działalność ogromnego scamu kryptowalutowego prowadzonego przez firmę Goliath Ventures.
Inwestorzy złożyli pozew zbiorowy przeciwko JPMorgan.Według pozwu bank umożliwił funkcjonowanie schematu o wartości 328 mln USD.To kolejny głośny proces wobec JPMorgan po pozwie Donalda Trumpa.

JPMorgan w centrum nowej afery
Pozew został złożony w amerykańskim sądzie federalnym w Kalifornii. Poszkodowani inwestorzy twierdzą, że JPMorgan przez długi czas obsługiwał finansowo firmę Goliath Ventures, mimo że istniały wyraźne sygnały ostrzegawcze wskazujące na możliwy schemat Ponziego.
Według śledczych projekt działał od stycznia 2023 r. do stycznia 2026 r. i miał wyłudzić od ponad 2000 osób około 328 mln USD. Inwestorom obiecywano ekspozycję na rzekome inwestycje private equity powiązane z rynkiem kryptowalut, ale prokuratura uważa, że był to klasyczny scam.
Na początku lutego zatrzymano prezesa Goliath Ventures, Christophera Delgado. Jeśli zostanie uznany za winnego wszystkich zarzutów, grozi mu nawet 30 lat więzienia.
Bank miał widzieć, co się dzieje
W pozwie wskazano, że w latach 2023–2025 na jedno z kont prowadzonych przez JPMorgan wpłynęło około 253 mln USD. Około 123 mln USD z tej kwoty miało następnie trafić do portfeli kryptowalutowych powiązanych z Goliath na giełdzie Coinbase.
Inwestorzy przekonują, że dzięki procedurom KYC bank musiał wiedzieć, że Goliath prowadzi działalność przypominającą kryptowalutowy fundusz inwestycyjny bez odpowiednich licencji. Według autorów pozwu JPMorgan nie tylko miał dostęp do wystarczających informacji, ale mimo to nadal umożliwiał firmie korzystanie z infrastruktury finansowej.
Choć śledczy ustalili, że Goliath korzystał również z rachunków w Bank of America, to właśnie JPMorgan miał pełnić kluczową rolę w obsłudze przepływów finansowych przez ponad dwa lata.
Kolejny problem dla bankowego giganta
Sprawa pojawia się w bardzo trudnym momencie dla JPMorgan. Na początku roku bank został pozwany przez Donalda Trumpa, który domaga się 5 mld USD odszkodowania za zamknięcie rachunków powiązanych z jego rodziną po wydarzeniach z 2021 r.
Sama instytucja przyznała, że rzeczywiście zamknęła te konta, tłumacząc to tzw. ryzykiem reputacyjnym. Trump twierdzi jednak, że decyzja miała charakter polityczny i wyrządziła jego rodzinie poważne szkody finansowe.
Cała sytuacja jest tym bardziej niewygodna dla prezesa JPMorgan, Jamie’ego Dimona, że od lat publicznie krytykuje bitcoina i kryptowaluty. Teraz bank, którym kieruje, został oskarżony o umożliwienie jednego z większych oszustw związanych z tym rynkiem.
Bitcoin jeszcze nie widział dna? Analitycy mówią nawet o 40 tys. USDBitcoin wciąż walczy o trwały powrót powyżej 70 000 USD, ale część analityków pozostaje bardzo ostrożna. Ich zdaniem obecne wzrosty mogą być jedynie odbiciem ulgi w ramach szerszego rynku niedźwiedzia, a najniższy punkt tego cyklu dopiero przed nami. Część analityków uważa, że spadek o 47% od ATH to wciąż za mało, by mówić o makrodołku.Pojawiają się scenariusze zejścia do 50 000, 55 000, a nawet 40 000 USD.Obecne odbicie może być tylko chwilowe, mimo poprawy części wskaźników. Historyczne cykle nie dają jeszcze spokoju Analityk znany jako Leshka zwrócił uwagę, że bitcoin nigdy wcześniej nie kończył bessy po spadku rzędu zaledwie 47% od szczytu. Jego zdaniem historyczne cykle wskazują, że prawdziwe dołki pojawiały się dopiero po dużo głębszych przecenach — rzędu 73%, 84% czy nawet 87%. Na tej podstawie Leshka sugeruje, że obecny rynek może być wciąż za wcześnie na ostateczne odwrócenie trendu. Z jego analizy wynika, że realnym celem kolejnej fali spadków może być najpierw 55 000 USD, a makrodołek mógłby ukształtować się dopiero w okolicy 50 000 USD. Dodatkowym sygnałem słabości ma być zachowanie kursu w rejonie 72 000 USD. Bitcoin wielokrotnie testował ten poziom, ale nie był w stanie utrzymać się powyżej niego. Doctor Profit widzi jeszcze niższe poziomy Jeszcze bardziej ostrożny jest Doctor Profit. Według niego bitcoin może co prawda utworzyć lokalny dołek w strefie 57 000–60 000 USD, ale w dłuższym horyzoncie nadal nie można wykluczyć zejścia poniżej 50 000 USD. Co więcej, jego scenariusz dopuszcza nawet test niskich 40 000 USD jako ostatecznego dna tego cyklu. Taki punkt zwrotny miałby pojawić się dopiero jesienią, prawdopodobnie między wrześniem a październikiem. Zanim jednak do tego dojdzie, rynek może jeszcze przez pewien czas poruszać się bokiem albo próbować krótkoterminowych odbić. Odbicie ulgi, ale nie koniec bessy Nieco bardziej wyważone spojrzenie przedstawił Julio Moreno. Zwrócił uwagę, że część wskaźników zaczęła się poprawiać, a Bitcoin Bull Score Index wzrósł do najwyższego poziomu od końca października. Widać poprawę m.in. w przepływach na giełdy, płynności stablecoinów i krótkoterminowym momentum cenowym. Mimo to Moreno podkreśla, że bitcoin nadal pozostaje w bessie, a obecne wzrosty należy interpretować raczej jako odbicie ulgi niż początek nowej, trwałej hossy.

Bitcoin jeszcze nie widział dna? Analitycy mówią nawet o 40 tys. USD

Bitcoin wciąż walczy o trwały powrót powyżej 70 000 USD, ale część analityków pozostaje bardzo ostrożna. Ich zdaniem obecne wzrosty mogą być jedynie odbiciem ulgi w ramach szerszego rynku niedźwiedzia, a najniższy punkt tego cyklu dopiero przed nami.
Część analityków uważa, że spadek o 47% od ATH to wciąż za mało, by mówić o makrodołku.Pojawiają się scenariusze zejścia do 50 000, 55 000, a nawet 40 000 USD.Obecne odbicie może być tylko chwilowe, mimo poprawy części wskaźników.
Historyczne cykle nie dają jeszcze spokoju
Analityk znany jako Leshka zwrócił uwagę, że bitcoin nigdy wcześniej nie kończył bessy po spadku rzędu zaledwie 47% od szczytu. Jego zdaniem historyczne cykle wskazują, że prawdziwe dołki pojawiały się dopiero po dużo głębszych przecenach — rzędu 73%, 84% czy nawet 87%.
Na tej podstawie Leshka sugeruje, że obecny rynek może być wciąż za wcześnie na ostateczne odwrócenie trendu. Z jego analizy wynika, że realnym celem kolejnej fali spadków może być najpierw 55 000 USD, a makrodołek mógłby ukształtować się dopiero w okolicy 50 000 USD.
Dodatkowym sygnałem słabości ma być zachowanie kursu w rejonie 72 000 USD. Bitcoin wielokrotnie testował ten poziom, ale nie był w stanie utrzymać się powyżej niego.
Doctor Profit widzi jeszcze niższe poziomy
Jeszcze bardziej ostrożny jest Doctor Profit. Według niego bitcoin może co prawda utworzyć lokalny dołek w strefie 57 000–60 000 USD, ale w dłuższym horyzoncie nadal nie można wykluczyć zejścia poniżej 50 000 USD.
Co więcej, jego scenariusz dopuszcza nawet test niskich 40 000 USD jako ostatecznego dna tego cyklu. Taki punkt zwrotny miałby pojawić się dopiero jesienią, prawdopodobnie między wrześniem a październikiem.
Zanim jednak do tego dojdzie, rynek może jeszcze przez pewien czas poruszać się bokiem albo próbować krótkoterminowych odbić.
Odbicie ulgi, ale nie koniec bessy
Nieco bardziej wyważone spojrzenie przedstawił Julio Moreno. Zwrócił uwagę, że część wskaźników zaczęła się poprawiać, a Bitcoin Bull Score Index wzrósł do najwyższego poziomu od końca października.
Widać poprawę m.in. w przepływach na giełdy, płynności stablecoinów i krótkoterminowym momentum cenowym. Mimo to Moreno podkreśla, że bitcoin nadal pozostaje w bessie, a obecne wzrosty należy interpretować raczej jako odbicie ulgi niż początek nowej, trwałej hossy.
USA znów szykują nowe cła. Biały Dom szuka innych narzędzi po decyzji Sądu NajwyższegoAdministracja Donalda Trumpa wraca do tematu ceł i zapowiada nowe dochodzenia wobec partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Choć część wcześniejszych taryf została zakwestionowana przez Sąd Najwyższy, Biały Dom nie zamierza odpuszczać i już sięga po inne podstawy prawne. USA badają praktyki handlowe szeregu partnerów, w tym UE, Japonii, Indii i Korei Południowej.Administracja chce wykorzystać Sekcję 301 ustawy handlowej z 1974 r.Rynki reagują dziś na temat ceł znacznie chłodniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Biały Dom wraca do ofensywy celnej Jamieson Greer, przedstawiciel USA ds. handlu, zapowiedział, że amerykańskie władze przyjrzą się tzw. strukturalnym nadwyżkom mocy produkcyjnych w wielu krajach, które jego zdaniem mogą szkodzić interesom Stanów Zjednoczonych. Na liście znalazły się m.in. Unia Europejska, Singapur, Szwajcaria, Norwegia, Indonezja, Malezja, Kambodża, Tajlandia, Korea Południowa, Wietnam, Tajwan, Bangladesz, Meksyk, Japonia i Indie. Administracja chce wykorzystać tu Sekcję 301 ustawy handlowej z 1974 r., która pozwala USA podejmować jednostronne działania odwetowe wobec państw uznanych za stosujące nieuczciwe praktyki handlowe. Zanim jednak dojdzie do ewentualnych nowych ceł, rząd federalny musi formalnie przeprowadzić dochodzenia. Rząd szuka nowych podstaw prawnych Cała sprawa toczy się w cieniu niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego, który uznał, że Donald Trump nie ma prawa jednostronnie nakładać ceł na podstawie ustawy o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych. W odpowiedzi Biały Dom sięgnął po inny instrument — sekcję 122 — i ogłosił czasową globalną stawkę celną, najpierw na poziomie 10%, a później 15%. Tego typu cła obowiązują przez ograniczony czas, chyba że zostaną przedłużone przez Kongres. W praktyce oznacza to, że polityka celna Trumpa prawdopodobnie nie zniknie, lecz będzie dalej realizowana za pomocą innych przepisów i nowych ścieżek prawnych. Rynki już się nie boją? Warto zauważyć, że temat nowych ceł nie wywołuje dziś już tak gwałtownych reakcji rynkowych jak wcześniej. Inwestorzy zaczynają zakładać, że administracja USA będzie konsekwentnie szukać sposobów na utrzymanie presji handlowej, niezależnie od ograniczeń narzucanych przez sądy. To sprawia, że kolejne doniesienia o taryfach są przez rynek traktowane bardziej jak element stałego krajobrazu politycznego niż nagły szok.

USA znów szykują nowe cła. Biały Dom szuka innych narzędzi po decyzji Sądu Najwyższego

Administracja Donalda Trumpa wraca do tematu ceł i zapowiada nowe dochodzenia wobec partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych. Choć część wcześniejszych taryf została zakwestionowana przez Sąd Najwyższy, Biały Dom nie zamierza odpuszczać i już sięga po inne podstawy prawne.
USA badają praktyki handlowe szeregu partnerów, w tym UE, Japonii, Indii i Korei Południowej.Administracja chce wykorzystać Sekcję 301 ustawy handlowej z 1974 r.Rynki reagują dziś na temat ceł znacznie chłodniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Biały Dom wraca do ofensywy celnej
Jamieson Greer, przedstawiciel USA ds. handlu, zapowiedział, że amerykańskie władze przyjrzą się tzw. strukturalnym nadwyżkom mocy produkcyjnych w wielu krajach, które jego zdaniem mogą szkodzić interesom Stanów Zjednoczonych.
Na liście znalazły się m.in. Unia Europejska, Singapur, Szwajcaria, Norwegia, Indonezja, Malezja, Kambodża, Tajlandia, Korea Południowa, Wietnam, Tajwan, Bangladesz, Meksyk, Japonia i Indie.
Administracja chce wykorzystać tu Sekcję 301 ustawy handlowej z 1974 r., która pozwala USA podejmować jednostronne działania odwetowe wobec państw uznanych za stosujące nieuczciwe praktyki handlowe. Zanim jednak dojdzie do ewentualnych nowych ceł, rząd federalny musi formalnie przeprowadzić dochodzenia.
Rząd szuka nowych podstaw prawnych
Cała sprawa toczy się w cieniu niedawnego orzeczenia Sądu Najwyższego, który uznał, że Donald Trump nie ma prawa jednostronnie nakładać ceł na podstawie ustawy o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych.
W odpowiedzi Biały Dom sięgnął po inny instrument — sekcję 122 — i ogłosił czasową globalną stawkę celną, najpierw na poziomie 10%, a później 15%. Tego typu cła obowiązują przez ograniczony czas, chyba że zostaną przedłużone przez Kongres.
W praktyce oznacza to, że polityka celna Trumpa prawdopodobnie nie zniknie, lecz będzie dalej realizowana za pomocą innych przepisów i nowych ścieżek prawnych.
Rynki już się nie boją?
Warto zauważyć, że temat nowych ceł nie wywołuje dziś już tak gwałtownych reakcji rynkowych jak wcześniej. Inwestorzy zaczynają zakładać, że administracja USA będzie konsekwentnie szukać sposobów na utrzymanie presji handlowej, niezależnie od ograniczeń narzucanych przez sądy.
To sprawia, że kolejne doniesienia o taryfach są przez rynek traktowane bardziej jak element stałego krajobrazu politycznego niż nagły szok.
Ric Edelman: bitcoin może dojść do 500 tys. USD. Wszystko zależy od jednej ustawyZnany doradca finansowy Ric Edelman ponownie zabrał głos w sprawie rynku kryptowalut i nie ukrywa optymizmu wobec przyszłości bitcoina. Jego zdaniem największa kryptowaluta nie tylko przetrwa, ale do 2030 r. może osiągnąć poziom nawet 500 000 USD. Kluczowym czynnikiem ma być tu polityka, a dokładniej: los ustawy CLARITY Act w Kongresie USA. Ric Edelman prognozuje wzrost ceny bitcoina do 500 000 USD do 2030 r.Uważa, że komputery kwantowe nie stanowią realnego zagrożenia dla BTC.Według niego uchwalenie CLARITY Act może definitywnie zakończyć obecną kryptozimę. Edelman: bitcoin przetrwa wszystko Ric Edelman ostro odniósł się do narracji, zgodnie z którą komputery kwantowe miałyby zniszczyć bitcoina. Jak stwierdził, to jedna z najbardziej absurdalnych tez, jakie słyszał w ostatnim czasie. Obrazowo tłumaczył, że jeśli ktoś zbuduje „10-metrową drabinę”, by sforsować zabezpieczenia blockchaina, deweloperzy po prostu odpowiedzą „12-metrową ścianą”. Jego zdaniem technologie zabezpieczeń będą rozwijać się równolegle do zagrożeń, a potencjalni napastnicy dysponujący przełomową mocą kwantową wcześniej zaatakowaliby sieci energetyczne, systemy wojskowe czy infrastrukturę krytyczną, a nie bitcoina. Edelman podtrzymał również swoją prognozę cenową: według niego jeden BTC może kosztować 500 000 USD już do końca dekady. Nie alty, tylko najmocniejsze projekty Doradca przekonuje, że inwestorzy nie powinni gonić za szybkimi zyskami w przypadku przypadkowych altcoinów, lecz koncentrować się na projektach, które mają realny udział w rynku, aktywnych deweloperów i długoterminowe znaczenie dla całego sektora. W tym gronie wymienił przede wszystkim bitcoina, ethereum i solanę. Jego zdaniem ostatecznie przetrwa tylko kilka największych kryptowalut, a szeroki trend tokenizacji obejmie w przyszłości niemal wszystkie klasy aktywów — od akcji i nieruchomości po złoto czy dobra kolekcjonerskie. CLARITY Act może zmienić wszystko Zdaniem Edelmana najważniejszym wydarzeniem dla rynku w najbliższych miesiącach nie będą jednak kolejne skoki cen, lecz regulacje w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o CLARITY Act, czyli projekt ustawy, który ma uporządkować zasady funkcjonowania rynku aktywów cyfrowych w USA. Edelman przypomniał, że jednym z głównych punktów spornych pozostaje kwestia stablecoinów i możliwości wypłacania inwestorom odsetek od zdeponowanych środków. Taki model nie podoba się tradycyjnemu lobby bankowemu, które obawia się odpływu kapitału z klasycznego sektora finansowego. Według Edelmana przyjęcie ustawy oznaczałoby symboliczny koniec kryptozimy. Jeśli CLARITY Act zostanie uchwalona jeszcze w tym roku, rynek mógłby wejść w nową fazę wzrostową szybciej, niż wielu dziś zakłada. Jeśli nie — jego zdaniem dynamika może osłabnąć, ale długoterminowy trend wzrostowy i tak nie zostanie złamany.

Ric Edelman: bitcoin może dojść do 500 tys. USD. Wszystko zależy od jednej ustawy

Znany doradca finansowy Ric Edelman ponownie zabrał głos w sprawie rynku kryptowalut i nie ukrywa optymizmu wobec przyszłości bitcoina. Jego zdaniem największa kryptowaluta nie tylko przetrwa, ale do 2030 r. może osiągnąć poziom nawet 500 000 USD. Kluczowym czynnikiem ma być tu polityka, a dokładniej: los ustawy CLARITY Act w Kongresie USA.
Ric Edelman prognozuje wzrost ceny bitcoina do 500 000 USD do 2030 r.Uważa, że komputery kwantowe nie stanowią realnego zagrożenia dla BTC.Według niego uchwalenie CLARITY Act może definitywnie zakończyć obecną kryptozimę.
Edelman: bitcoin przetrwa wszystko
Ric Edelman ostro odniósł się do narracji, zgodnie z którą komputery kwantowe miałyby zniszczyć bitcoina. Jak stwierdził, to jedna z najbardziej absurdalnych tez, jakie słyszał w ostatnim czasie.
Obrazowo tłumaczył, że jeśli ktoś zbuduje „10-metrową drabinę”, by sforsować zabezpieczenia blockchaina, deweloperzy po prostu odpowiedzą „12-metrową ścianą”. Jego zdaniem technologie zabezpieczeń będą rozwijać się równolegle do zagrożeń, a potencjalni napastnicy dysponujący przełomową mocą kwantową wcześniej zaatakowaliby sieci energetyczne, systemy wojskowe czy infrastrukturę krytyczną, a nie bitcoina.
Edelman podtrzymał również swoją prognozę cenową: według niego jeden BTC może kosztować 500 000 USD już do końca dekady.
Nie alty, tylko najmocniejsze projekty
Doradca przekonuje, że inwestorzy nie powinni gonić za szybkimi zyskami w przypadku przypadkowych altcoinów, lecz koncentrować się na projektach, które mają realny udział w rynku, aktywnych deweloperów i długoterminowe znaczenie dla całego sektora.
W tym gronie wymienił przede wszystkim bitcoina, ethereum i solanę. Jego zdaniem ostatecznie przetrwa tylko kilka największych kryptowalut, a szeroki trend tokenizacji obejmie w przyszłości niemal wszystkie klasy aktywów — od akcji i nieruchomości po złoto czy dobra kolekcjonerskie.
CLARITY Act może zmienić wszystko
Zdaniem Edelmana najważniejszym wydarzeniem dla rynku w najbliższych miesiącach nie będą jednak kolejne skoki cen, lecz regulacje w Stanach Zjednoczonych.
Chodzi o CLARITY Act, czyli projekt ustawy, który ma uporządkować zasady funkcjonowania rynku aktywów cyfrowych w USA. Edelman przypomniał, że jednym z głównych punktów spornych pozostaje kwestia stablecoinów i możliwości wypłacania inwestorom odsetek od zdeponowanych środków. Taki model nie podoba się tradycyjnemu lobby bankowemu, które obawia się odpływu kapitału z klasycznego sektora finansowego.
Według Edelmana przyjęcie ustawy oznaczałoby symboliczny koniec kryptozimy. Jeśli CLARITY Act zostanie uchwalona jeszcze w tym roku, rynek mógłby wejść w nową fazę wzrostową szybciej, niż wielu dziś zakłada. Jeśli nie — jego zdaniem dynamika może osłabnąć, ale długoterminowy trend wzrostowy i tak nie zostanie złamany.
Trump znów pomaga bitcoinowi? Po jego słowach rynek znów widzi FOMOKomentarze Donalda Trumpa dotyczące Iranu pomogły poprawić nastroje na rynku kryptowalut. Bitcoin obronił poziom 69 000 USD, a analitycy social sentimentu wskazują, że na rynek zaczyna wracać FOMO. Po słowach Trumpa o możliwym końcu wojny z Iranem rynek wyraźnie się ożywił.Santiment odnotował wzrost pozytywnego sentymentu wokół bitcoina.Kluczowym poziomem dla byków pozostaje trwałe wybicie powyżej 70 000 USD. Trump poprawił sentyment Bitcoin zdołał utrzymać poziom 69 000 USD, a w mediach społecznościowych pojawiło się wyraźne odbicie nastrojów. Według Santiment liczba wpisów o pozytywnym wydźwięku wokół BTC rośnie, a głównym impulsem okazały się komentarze Donalda Trumpa sugerujące, że wojna z Iranem może wkrótce dobiec końca. To wystarczyło, by część inwestorów zaczęła ponownie wyceniać bardziej ryzykowne scenariusze wzrostowe. Widać też pierwsze oznaki powrotu FOMO, czyli strachu przed przegapieniem ruchu. Rynek reaguje szybko na geopolitykę Santiment zauważa, że okresy niepewności często kierują część kapitału w stronę alternatywnych aktywów, a kryptowaluty reagują wyjątkowo szybko, bo handel nimi trwa 24 godziny na dobę i nie jest związany z żadnym pojedynczym państwem czy systemem bankowym. Ryan McMillin z Merkle Tree Capital uważa, że bitcoin pokazał zaskakującą siłę, ignorując część ryzyk związanych z ropą i korzystając dodatkowo na poprawie danych inflacyjnych. Ale wojna wcale nie musi się kończyć Problem w tym, że nadal nie ma pewności, czy konflikt rzeczywiście dobiega końca. Trump najpierw sugerował, że wojna zakończy się jeszcze w marcu, a teraz mówi, że jest „praktycznie zakończona”. Jednocześnie ostrzegł, że jeśli Iran spróbuje zakłócić dostawy ropy, USA odpowiedzą militarnie. To oznacza, że optymizm rynku może być bardzo kruchy. Rachael Lucas z BTC Markets zwraca uwagę, że trwałe wybicie bitcoina powyżej 70 000 USD byłoby ważnym sygnałem dla byków. Jeśli ten poziom zostanie obroniony, rynek może spróbować mocniejszego odbicia. Jeśli nie, obecne ożywienie może szybko zgasnąć.

Trump znów pomaga bitcoinowi? Po jego słowach rynek znów widzi FOMO

Komentarze Donalda Trumpa dotyczące Iranu pomogły poprawić nastroje na rynku kryptowalut. Bitcoin obronił poziom 69 000 USD, a analitycy social sentimentu wskazują, że na rynek zaczyna wracać FOMO.
Po słowach Trumpa o możliwym końcu wojny z Iranem rynek wyraźnie się ożywił.Santiment odnotował wzrost pozytywnego sentymentu wokół bitcoina.Kluczowym poziomem dla byków pozostaje trwałe wybicie powyżej 70 000 USD.
Trump poprawił sentyment
Bitcoin zdołał utrzymać poziom 69 000 USD, a w mediach społecznościowych pojawiło się wyraźne odbicie nastrojów. Według Santiment liczba wpisów o pozytywnym wydźwięku wokół BTC rośnie, a głównym impulsem okazały się komentarze Donalda Trumpa sugerujące, że wojna z Iranem może wkrótce dobiec końca.
To wystarczyło, by część inwestorów zaczęła ponownie wyceniać bardziej ryzykowne scenariusze wzrostowe. Widać też pierwsze oznaki powrotu FOMO, czyli strachu przed przegapieniem ruchu.
Rynek reaguje szybko na geopolitykę
Santiment zauważa, że okresy niepewności często kierują część kapitału w stronę alternatywnych aktywów, a kryptowaluty reagują wyjątkowo szybko, bo handel nimi trwa 24 godziny na dobę i nie jest związany z żadnym pojedynczym państwem czy systemem bankowym.
Ryan McMillin z Merkle Tree Capital uważa, że bitcoin pokazał zaskakującą siłę, ignorując część ryzyk związanych z ropą i korzystając dodatkowo na poprawie danych inflacyjnych.
Ale wojna wcale nie musi się kończyć
Problem w tym, że nadal nie ma pewności, czy konflikt rzeczywiście dobiega końca. Trump najpierw sugerował, że wojna zakończy się jeszcze w marcu, a teraz mówi, że jest „praktycznie zakończona”. Jednocześnie ostrzegł, że jeśli Iran spróbuje zakłócić dostawy ropy, USA odpowiedzą militarnie.
To oznacza, że optymizm rynku może być bardzo kruchy. Rachael Lucas z BTC Markets zwraca uwagę, że trwałe wybicie bitcoina powyżej 70 000 USD byłoby ważnym sygnałem dla byków. Jeśli ten poziom zostanie obroniony, rynek może spróbować mocniejszego odbicia. Jeśli nie, obecne ożywienie może szybko zgasnąć.
Circle rośnie mimo słabego rynku. Bernstein widzi duży potencjał w stablecoinachWall Street coraz moWall Street coraz mocniej stawia na stablecoiny, a jednym z głównych beneficjentów tego trendu może być Circle Internet Group. Analitycy z Bernstein uważają, że spółka korzysta na rosnącym znaczeniu stablecoinów w płatnościach, przelewach transgranicznych i usługach związanych z AI. Bernstein utrzymał pozytywną rekomendację dla Circle i cenę docelową 190 USD.Akcje CRCL rosną mimo słabego otoczenia na rynku kryptowalut.Stablecoiny coraz mocniej odklejają się od tradycyjnego cyklu krypto. Circle przyciąga uwagę Wall Street Akcje Circle wzrosły podczas dzisiejszej sesji o ponad 7%, a w ujęciu pięciodniowym są już prawie 14% wyżej. Impulsem była między innymi pozytywna ocena od Bernstein, który uważa, że Circle może być jednym z głównych zwycięzców nowej fali adopcji stablecoinów. Podaż USDC odbiła już do ok. 78 mld USD, ustanawiając nowe maksimum, mimo że bitcoin nadal pozostaje wyraźnie poniżej swoich poprzednich szczytów. To ważny sygnał: segment stablecoinów zaczyna żyć własnym życiem i coraz mniej zależy od typowego sentymentu na rynku krypto. Stablecoiny coraz bardziej praktyczne Według raportu łączny wolumen transakcji stablecoinami sięgnął w 2025 r. 55 bln USD, co oznacza wzrost o 98% rok do roku. Nawet po odfiltrowaniu botów i handlu wysokiej częstotliwości aktywność wzrosła do 11 bln USD. Sama aktywność płatnicza wyniosła ok. 375 mld USD, a segment płatności konsument-firma urósł o ponad 130%. To pokazuje, że stablecoiny przestają być tylko narzędziem dla traderów, a coraz częściej stają się elementem realnej infrastruktury finansowej. AI może być kolejnym motorem wzrostu Bernstein zwraca uwagę także na przyszłość. Stablecoiny mogą stać się naturalnym narzędziem płatności machine-to-machine, gdzie agenci AI będą opłacać dostęp do API, danych i usług cyfrowych. W tym scenariuszu Circle, jako dostawca infrastruktury wokół USDC, może odegrać bardzo ważną rolę. Im więcej płatności zacznie być realizowanych automatycznie, tym większe znaczenie mogą zyskać stabilne, cyfrowe dolary działające globalnie i bez przerw.

Circle rośnie mimo słabego rynku. Bernstein widzi duży potencjał w stablecoinachWall Street coraz mo

Wall Street coraz mocniej stawia na stablecoiny, a jednym z głównych beneficjentów tego trendu może być Circle Internet Group. Analitycy z Bernstein uważają, że spółka korzysta na rosnącym znaczeniu stablecoinów w płatnościach, przelewach transgranicznych i usługach związanych z AI.
Bernstein utrzymał pozytywną rekomendację dla Circle i cenę docelową 190 USD.Akcje CRCL rosną mimo słabego otoczenia na rynku kryptowalut.Stablecoiny coraz mocniej odklejają się od tradycyjnego cyklu krypto.
Circle przyciąga uwagę Wall Street
Akcje Circle wzrosły podczas dzisiejszej sesji o ponad 7%, a w ujęciu pięciodniowym są już prawie 14% wyżej. Impulsem była między innymi pozytywna ocena od Bernstein, który uważa, że Circle może być jednym z głównych zwycięzców nowej fali adopcji stablecoinów.
Podaż USDC odbiła już do ok. 78 mld USD, ustanawiając nowe maksimum, mimo że bitcoin nadal pozostaje wyraźnie poniżej swoich poprzednich szczytów. To ważny sygnał: segment stablecoinów zaczyna żyć własnym życiem i coraz mniej zależy od typowego sentymentu na rynku krypto.
Stablecoiny coraz bardziej praktyczne
Według raportu łączny wolumen transakcji stablecoinami sięgnął w 2025 r. 55 bln USD, co oznacza wzrost o 98% rok do roku. Nawet po odfiltrowaniu botów i handlu wysokiej częstotliwości aktywność wzrosła do 11 bln USD.
Sama aktywność płatnicza wyniosła ok. 375 mld USD, a segment płatności konsument-firma urósł o ponad 130%. To pokazuje, że stablecoiny przestają być tylko narzędziem dla traderów, a coraz częściej stają się elementem realnej infrastruktury finansowej.
AI może być kolejnym motorem wzrostu
Bernstein zwraca uwagę także na przyszłość. Stablecoiny mogą stać się naturalnym narzędziem płatności machine-to-machine, gdzie agenci AI będą opłacać dostęp do API, danych i usług cyfrowych.
W tym scenariuszu Circle, jako dostawca infrastruktury wokół USDC, może odegrać bardzo ważną rolę. Im więcej płatności zacznie być realizowanych automatycznie, tym większe znaczenie mogą zyskać stabilne, cyfrowe dolary działające globalnie i bez przerw.
Ropa robi furorę na Hyperliquid. Traderzy uciekają od ETH do surowcówNa rynku DeFi pojawił się zaskakujący trend. Na Hyperliquid inwestorzy masowo rzucili się na kontrakty powiązane z ropą naftową. W kilka dni ten segment wskoczył na drugie miejsce pod względem popularności, wyprzedzając nawet Ethereum. Kontrakt CL-USDC stał się drugim najpopularniejszym instrumentem na Hyperliquid.Dzienny wolumen wzrósł z ok. 21 mln USD do ponad 1,2 mld USD.Wysoka zmienność na rynku ropy przyciągnęła spekulantów z całego świata. Ropa wystrzeliła, traderzy ruszyli za nią Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie przełożyła się nie tylko na tradycyjne rynki surowcowe, ale też na aktywność inwestorów w świecie kryptowalut. W poniedziałek ceny ropy gwałtownie wzrosły po problemach z transportem surowca przez Cieśninę Ormuz, kontrolowaną przez Iran. To właśnie wtedy kontrakty na ropę zaczęły przyciągać gigantyczny kapitał na Hyperliquid. Najpopularniejszy z nich, CL-USDC, śledzący cenę baryłki WTI, odnotował ogromny skok aktywności. Dzienny wolumen handlu wzrósł z około 21 mln USD do ponad 1,2 mld USD, czyli o ponad 5600%. W efekcie ropa wyprzedziła ether i stała się drugim najpopularniejszym rynkiem na platformie. Zmienność napędza spekulację W pewnym momencie baryłka ropy zbliżała się do poziomu 120 USD, by później gwałtownie spaść nawet poniżej 86 USD. Takie ruchy są idealnym paliwem dla traderów szukających szybkich okazji. Dodatkowym atutem Hyperliquid jest fakt, że handel trwa tam 24/7, również wtedy, gdy tradycyjne rynki towarowe są zamknięte. To sprawia, że platforma staje się naturalnym miejscem do rozgrywania takich wydarzeń. Zmienność przełożyła się też na falę likwidacji. W ciągu jednej doby zamknięto przymusowo krótkie pozycje o wartości ok. 75 mln USD. Jednocześnie część dużych graczy zaczęła już grać pod korektę. Dane on-chain pokazują, że jeden z wielorybów przelał na Hyperliquid 9,5 mln USD w USDC, by otworzyć 20-krotnie lewarowaną krótką pozycję na ropie. DeFi wychodzi poza krypto Boom na kontrakty surowcowe pokazuje coś jeszcze: użytkownicy DeFi coraz częściej wykorzystują zdecentralizowane platformy nie tylko do handlu kryptowalutami, ale też do spekulacji na klasycznych aktywach z globalnego rynku. Na Hyperliquid tylko 7 z 30 największych rynków dotyczy dziś bezpośrednio krypto. Reszta to właśnie instrumenty powiązane z ropą, złotem czy akcjami. To mocny sygnał, że zdecentralizowane finanse coraz wyraźniej zaczynają wchodzić na terytorium tradycyjnych rynków.

Ropa robi furorę na Hyperliquid. Traderzy uciekają od ETH do surowców

Na rynku DeFi pojawił się zaskakujący trend. Na Hyperliquid inwestorzy masowo rzucili się na kontrakty powiązane z ropą naftową. W kilka dni ten segment wskoczył na drugie miejsce pod względem popularności, wyprzedzając nawet Ethereum.
Kontrakt CL-USDC stał się drugim najpopularniejszym instrumentem na Hyperliquid.Dzienny wolumen wzrósł z ok. 21 mln USD do ponad 1,2 mld USD.Wysoka zmienność na rynku ropy przyciągnęła spekulantów z całego świata.
Ropa wystrzeliła, traderzy ruszyli za nią
Eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie przełożyła się nie tylko na tradycyjne rynki surowcowe, ale też na aktywność inwestorów w świecie kryptowalut. W poniedziałek ceny ropy gwałtownie wzrosły po problemach z transportem surowca przez Cieśninę Ormuz, kontrolowaną przez Iran.
To właśnie wtedy kontrakty na ropę zaczęły przyciągać gigantyczny kapitał na Hyperliquid. Najpopularniejszy z nich, CL-USDC, śledzący cenę baryłki WTI, odnotował ogromny skok aktywności. Dzienny wolumen handlu wzrósł z około 21 mln USD do ponad 1,2 mld USD, czyli o ponad 5600%.
W efekcie ropa wyprzedziła ether i stała się drugim najpopularniejszym rynkiem na platformie.
Zmienność napędza spekulację
W pewnym momencie baryłka ropy zbliżała się do poziomu 120 USD, by później gwałtownie spaść nawet poniżej 86 USD. Takie ruchy są idealnym paliwem dla traderów szukających szybkich okazji.
Dodatkowym atutem Hyperliquid jest fakt, że handel trwa tam 24/7, również wtedy, gdy tradycyjne rynki towarowe są zamknięte. To sprawia, że platforma staje się naturalnym miejscem do rozgrywania takich wydarzeń.
Zmienność przełożyła się też na falę likwidacji. W ciągu jednej doby zamknięto przymusowo krótkie pozycje o wartości ok. 75 mln USD. Jednocześnie część dużych graczy zaczęła już grać pod korektę. Dane on-chain pokazują, że jeden z wielorybów przelał na Hyperliquid 9,5 mln USD w USDC, by otworzyć 20-krotnie lewarowaną krótką pozycję na ropie.
DeFi wychodzi poza krypto
Boom na kontrakty surowcowe pokazuje coś jeszcze: użytkownicy DeFi coraz częściej wykorzystują zdecentralizowane platformy nie tylko do handlu kryptowalutami, ale też do spekulacji na klasycznych aktywach z globalnego rynku.
Na Hyperliquid tylko 7 z 30 największych rynków dotyczy dziś bezpośrednio krypto. Reszta to właśnie instrumenty powiązane z ropą, złotem czy akcjami. To mocny sygnał, że zdecentralizowane finanse coraz wyraźniej zaczynają wchodzić na terytorium tradycyjnych rynków.
Mniej lewara, większa szansa na wzrosty? Bitcoin może zyskać na oczyszczeniu rynkuAnalitycy zwracają uwagę, że rynek kryptowalut przestał być przesadnie lewarowany. To może być dobra wiadomość dla bitcoina, ponieważ kolejne ruchy wzrostowe mogą być oparte bardziej na zakupach spot niż na spekulacji z wykorzystaniem dźwigni. Wskaźnik dźwigni na Binance wyraźnie spadł od lutego.Bitcoin wrócił powyżej 70 000 USD, a ether odzyskał poziom 2000 USD.Oczyszczenie rynku z nadmiernego lewara może poprawić stabilność notowań. Wojna i strach schłodziły rynek pochodnych Zdaniem analityka CryptoQuant Darkfosta obecna sytuacja geopolityczna, zwłaszcza wojna z Iranem, paradoksalnie pomogła oczyścić rynek z nadmiernej spekulacji. Jak wskazał, szacowany wskaźnik dźwigni finansowej bitcoina na Binance spadł od lutego z 0,198 do 0,152. Stało się to równolegle ze spadkiem ceny BTC z 96 000 do 69 000 USD. Wskaźnik ten mierzy relację otwartych pozycji futures do rezerw BTC przechowywanych na giełdzie, a więc pokazuje, jak agresywnie inwestorzy korzystają z lewara. Taki spadek zwykle oznacza, że rynek przechodzi proces oczyszczenia po okresie silnej zmienności i przymusowych likwidacji. A to może stanowić zdrowszy fundament pod kolejny ruch. Spot może wracać do gry Jeżeli wskaźnik dźwigni pozostaje niski, a bitcoin utrzymuje się w konsolidacji lub zaczyna odbijać, oznacza to, że cenę coraz mocniej mogą napędzać realne zakupy na rynku spot, a nie czysto spekulacyjne zagrania na kontraktach. To istotna zmiana. Niższy lewar zwykle oznacza mniejszą presję systemową i niższe ryzyko gwałtownych kaskad likwidacji. Innymi słowy: rynek może być mniej podatny na panikę, a bardziej gotowy na stopniową odbudowę trendu. Darkfost zaznacza jednak, że na ogłoszenie trwałego dna jest jeszcze za wcześnie. Krótkoterminowi inwestorzy wciąż są pod kreską, a proces ich kapitulacji trwa, choć nie osiągnął jeszcze skrajnych poziomów. Trump pomógł kursowi Dzisiejszy wzrost bitcoina i altcoinów rynek interpretuje głównie jako reakcję na słowa Donalda Trumpa, który zasugerował, że wojna z Iranem może zakończyć się szybciej, niż wcześniej sądzono. W efekcie bitcoin odzyskał poziom 70 000 USD, a ether wrócił powyżej 2000 USD. Problem w tym, że nadal nie ma pewności, czy konflikt rzeczywiście dobiega końca. Jeśli będzie się przedłużał, przez blokadę Cieśniny Ormuz może dalej wywoływać wzrost cen ropy, a tym samym podbijać inflację na całym świecie.

Mniej lewara, większa szansa na wzrosty? Bitcoin może zyskać na oczyszczeniu rynku

Analitycy zwracają uwagę, że rynek kryptowalut przestał być przesadnie lewarowany. To może być dobra wiadomość dla bitcoina, ponieważ kolejne ruchy wzrostowe mogą być oparte bardziej na zakupach spot niż na spekulacji z wykorzystaniem dźwigni.
Wskaźnik dźwigni na Binance wyraźnie spadł od lutego.Bitcoin wrócił powyżej 70 000 USD, a ether odzyskał poziom 2000 USD.Oczyszczenie rynku z nadmiernego lewara może poprawić stabilność notowań.
Wojna i strach schłodziły rynek pochodnych
Zdaniem analityka CryptoQuant Darkfosta obecna sytuacja geopolityczna, zwłaszcza wojna z Iranem, paradoksalnie pomogła oczyścić rynek z nadmiernej spekulacji.
Jak wskazał, szacowany wskaźnik dźwigni finansowej bitcoina na Binance spadł od lutego z 0,198 do 0,152. Stało się to równolegle ze spadkiem ceny BTC z 96 000 do 69 000 USD. Wskaźnik ten mierzy relację otwartych pozycji futures do rezerw BTC przechowywanych na giełdzie, a więc pokazuje, jak agresywnie inwestorzy korzystają z lewara.
Taki spadek zwykle oznacza, że rynek przechodzi proces oczyszczenia po okresie silnej zmienności i przymusowych likwidacji. A to może stanowić zdrowszy fundament pod kolejny ruch.
Spot może wracać do gry
Jeżeli wskaźnik dźwigni pozostaje niski, a bitcoin utrzymuje się w konsolidacji lub zaczyna odbijać, oznacza to, że cenę coraz mocniej mogą napędzać realne zakupy na rynku spot, a nie czysto spekulacyjne zagrania na kontraktach.
To istotna zmiana. Niższy lewar zwykle oznacza mniejszą presję systemową i niższe ryzyko gwałtownych kaskad likwidacji. Innymi słowy: rynek może być mniej podatny na panikę, a bardziej gotowy na stopniową odbudowę trendu.
Darkfost zaznacza jednak, że na ogłoszenie trwałego dna jest jeszcze za wcześnie. Krótkoterminowi inwestorzy wciąż są pod kreską, a proces ich kapitulacji trwa, choć nie osiągnął jeszcze skrajnych poziomów.
Trump pomógł kursowi
Dzisiejszy wzrost bitcoina i altcoinów rynek interpretuje głównie jako reakcję na słowa Donalda Trumpa, który zasugerował, że wojna z Iranem może zakończyć się szybciej, niż wcześniej sądzono.
W efekcie bitcoin odzyskał poziom 70 000 USD, a ether wrócił powyżej 2000 USD. Problem w tym, że nadal nie ma pewności, czy konflikt rzeczywiście dobiega końca. Jeśli będzie się przedłużał, przez blokadę Cieśniny Ormuz może dalej wywoływać wzrost cen ropy, a tym samym podbijać inflację na całym świecie.
Coraz mniej nowych bitcoinów. Niewydobyta podaż BTC spadła poniżej 1 mln9 marca liczba niewydobytych bitcoinów spadła poniżej 1 mln sztuk. To oznacza, że na rynek trafiło już ponad 95% całkowitej podaży BTC, a sieć nadal działa dokładnie według harmonogramu zapisanego przez Satoshiego Nakamoto. W obiegu znajduje się już ponad 95% maksymalnej podaży 21 mln BTC.Po halvingu z 2024 r. nagroda za blok spadła do 3,125 BTC.Kolejna redukcja emisji jest oczekiwana w kwietniu lub maju 2028 r. Bitcoin wchodzi w późną fazę emisji Spadek liczby niewydobytych monet poniżej 1 mln BTC pokazuje, że bitcoin znajduje się już w bardzo zaawansowanej fazie swojego modelu podaży. Maksymalna liczba jednostek tej kryptowaluty jest z góry ograniczona do 21 mln i nic nie wskazuje na to, by ten mechanizm miał się zmienić. Sieć nadal działa według niezmiennego schematu. Górnicy dodają średnio 144 bloki dziennie, a co 2016 bloków, czyli mniej więcej co dwa tygodnie, dochodzi do korekty trudności wydobycia. To właśnie ten model sprawia, że emisja BTC pozostaje przewidywalna. Kluczową rolę odgrywa tu halving, czyli cykliczne zmniejszenie nagrody za blok o połowę. Zdarzenie to występuje co 210 000 bloków, średnio raz na cztery lata. Po halvingu z 2024 r. nagroda spadła do 3,125 BTC, a kolejny taki moment powinien nadejść wiosną 2028 r. Wtedy spadnie do 1,5625 BTC. Górnicy pod coraz większą presją Malejąca emisja nowych monet to dobra wiadomość dla narracji o niedoborze bitcoina, ale jednocześnie coraz większe wyzwanie dla sektora wydobywczego. Z każdym halvingiem spadają przychody górników, a rośnie znaczenie opłat transakcyjnych. Problem w tym, że ich udział w całkowitej nagrodzie pozostaje dziś relatywnie niski. W praktyce oznacza to, że wiele firm wydobywczych działa przy bardzo cienkich marżach, a część może już funkcjonować pod presją strat. Malejąca podaż nowych BTC przestaje więc być tylko argumentem inwestycyjnym i coraz mocniej wpływa na ekonomię całego sektora. Bitcoin odporny nawet na problemy infrastrukturalne Równolegle rośnie znaczenie odporności samej sieci. Badacze z Uniwersytetu Cambridge, analizując 11 lat danych i 68 awarii podmorskich połączeń komunikacyjnych, doszli do wniosku, że tego typu zakłócenia mają minimalny wpływ na działanie bitcoina. Średni spadek liczby aktywnych węzłów oszacowano na zaledwie 1,5%, bez istotnego wpływu na kurs BTC. Co ciekawe, większym zagrożeniem dla widocznej infrastruktury sieci byłby skoordynowany atak na największych dostawców hostingu. Mimo to badacze podkreślają, że nawet odcięcie publicznego internetu nie zatrzymałoby całkowicie działania sieci, a ważną rolę odpornościową pełni dziś także Tor.

Coraz mniej nowych bitcoinów. Niewydobyta podaż BTC spadła poniżej 1 mln

9 marca liczba niewydobytych bitcoinów spadła poniżej 1 mln sztuk. To oznacza, że na rynek trafiło już ponad 95% całkowitej podaży BTC, a sieć nadal działa dokładnie według harmonogramu zapisanego przez Satoshiego Nakamoto.
W obiegu znajduje się już ponad 95% maksymalnej podaży 21 mln BTC.Po halvingu z 2024 r. nagroda za blok spadła do 3,125 BTC.Kolejna redukcja emisji jest oczekiwana w kwietniu lub maju 2028 r.
Bitcoin wchodzi w późną fazę emisji
Spadek liczby niewydobytych monet poniżej 1 mln BTC pokazuje, że bitcoin znajduje się już w bardzo zaawansowanej fazie swojego modelu podaży. Maksymalna liczba jednostek tej kryptowaluty jest z góry ograniczona do 21 mln i nic nie wskazuje na to, by ten mechanizm miał się zmienić.
Sieć nadal działa według niezmiennego schematu. Górnicy dodają średnio 144 bloki dziennie, a co 2016 bloków, czyli mniej więcej co dwa tygodnie, dochodzi do korekty trudności wydobycia. To właśnie ten model sprawia, że emisja BTC pozostaje przewidywalna.
Kluczową rolę odgrywa tu halving, czyli cykliczne zmniejszenie nagrody za blok o połowę. Zdarzenie to występuje co 210 000 bloków, średnio raz na cztery lata. Po halvingu z 2024 r. nagroda spadła do 3,125 BTC, a kolejny taki moment powinien nadejść wiosną 2028 r. Wtedy spadnie do 1,5625 BTC.
Górnicy pod coraz większą presją
Malejąca emisja nowych monet to dobra wiadomość dla narracji o niedoborze bitcoina, ale jednocześnie coraz większe wyzwanie dla sektora wydobywczego. Z każdym halvingiem spadają przychody górników, a rośnie znaczenie opłat transakcyjnych. Problem w tym, że ich udział w całkowitej nagrodzie pozostaje dziś relatywnie niski.
W praktyce oznacza to, że wiele firm wydobywczych działa przy bardzo cienkich marżach, a część może już funkcjonować pod presją strat. Malejąca podaż nowych BTC przestaje więc być tylko argumentem inwestycyjnym i coraz mocniej wpływa na ekonomię całego sektora.
Bitcoin odporny nawet na problemy infrastrukturalne
Równolegle rośnie znaczenie odporności samej sieci. Badacze z Uniwersytetu Cambridge, analizując 11 lat danych i 68 awarii podmorskich połączeń komunikacyjnych, doszli do wniosku, że tego typu zakłócenia mają minimalny wpływ na działanie bitcoina.
Średni spadek liczby aktywnych węzłów oszacowano na zaledwie 1,5%, bez istotnego wpływu na kurs BTC. Co ciekawe, większym zagrożeniem dla widocznej infrastruktury sieci byłby skoordynowany atak na największych dostawców hostingu. Mimo to badacze podkreślają, że nawet odcięcie publicznego internetu nie zatrzymałoby całkowicie działania sieci, a ważną rolę odpornościową pełni dziś także Tor.
Nick Szabo ostrzega: Bitcoin to nie nośnik danychWraz ze zbliżaniem się Bitcoina do symbolicznego momentu wydobycia 20-milionowej monety, kryptograf Nick Szabo ostrzega przed wykorzystywaniem blockchaina jako nośnika treści niezwiązanych z transferem wartości. Jego zdaniem inskrypcje i podobne mechanizmy mogą stworzyć ryzyka prawne dla operatorów węzłów i przyciągnąć uwagę regulatorów. Szabo: inskrypcje przekształcają protokół finansowy w „nośnik danych”.Problemem jest trwałość blockchaina — treści zapisane w sieci trafiają na dyski węzłów i nie da się ich usunąć.Spór dzieli społeczność na „minimalistów” i zwolenników podejścia wolnorynkowego. „Message” w białej księdze nie znaczy „komunikator” Szabo argumentuje, że część społeczności błędnie interpretuje fundamenty Bitcoina. Wskazuje, że pojęcie „message” w whitepaperze ma znaczenie techniczne (programistyczne), a nie kulturowe czy społeczne. Innymi słowy: to nie było zaproszenie do budowy archiwum plików ani systemu publikacji treści na łańcuchu. W tym ujęciu blockchain ma pełnić przede wszystkim funkcję protokołu rozliczeniowego, a nie uniwersalnego nośnika danych. Ryzyko prawne po stronie operatorów węzłów Najważniejsza obawa dotyczy konsekwencji prawnych. Bitcoin jest nieedytowalny: jeśli ktoś zapisze na nim treści nielegalne, pozostaną one w sieci. A skoro operatorzy węzłów przechowują kopię danych, mogą — przynajmniej teoretycznie — znaleźć się w obszarze ryzyka prawnego, mimo że nie mają technicznej możliwości usunięcia „problematycznych” wpisów. Szabo sugeruje, że takie wykorzystanie protokołu może być „pułapką regulacyjną”: sieć, która działała dotąd przede wszystkim jako infrastruktura finansowa, może zostać wciągnięta w spory o treści, a tym samym narazić uczestników infrastruktury na nowe rodzaje presji. Dwa obozy: minimalizm kontra „wolny rynek” Spór nie jest nowy. Minimalistyczny obóz (Szabo, Adam Back i inni) traktuje przestrzeń w bloku jako ograniczony zasób, a dane inne niż transfer wartości — jak inskrypcje, BRC-20 czy grafiki — jako spam. Z kolei zwolennicy „maksymalizacji użyteczności” podkreślają argument wolnorynkowy: jeśli użytkownik płaci opłatę transakcyjną, powinien móc wykorzystać przestrzeń bloku tak, jak chce — również do danych innych niż płatności.

Nick Szabo ostrzega: Bitcoin to nie nośnik danych

Wraz ze zbliżaniem się Bitcoina do symbolicznego momentu wydobycia 20-milionowej monety, kryptograf Nick Szabo ostrzega przed wykorzystywaniem blockchaina jako nośnika treści niezwiązanych z transferem wartości. Jego zdaniem inskrypcje i podobne mechanizmy mogą stworzyć ryzyka prawne dla operatorów węzłów i przyciągnąć uwagę regulatorów.
Szabo: inskrypcje przekształcają protokół finansowy w „nośnik danych”.Problemem jest trwałość blockchaina — treści zapisane w sieci trafiają na dyski węzłów i nie da się ich usunąć.Spór dzieli społeczność na „minimalistów” i zwolenników podejścia wolnorynkowego.
„Message” w białej księdze nie znaczy „komunikator”
Szabo argumentuje, że część społeczności błędnie interpretuje fundamenty Bitcoina. Wskazuje, że pojęcie „message” w whitepaperze ma znaczenie techniczne (programistyczne), a nie kulturowe czy społeczne. Innymi słowy: to nie było zaproszenie do budowy archiwum plików ani systemu publikacji treści na łańcuchu.
W tym ujęciu blockchain ma pełnić przede wszystkim funkcję protokołu rozliczeniowego, a nie uniwersalnego nośnika danych.
Ryzyko prawne po stronie operatorów węzłów
Najważniejsza obawa dotyczy konsekwencji prawnych. Bitcoin jest nieedytowalny: jeśli ktoś zapisze na nim treści nielegalne, pozostaną one w sieci. A skoro operatorzy węzłów przechowują kopię danych, mogą — przynajmniej teoretycznie — znaleźć się w obszarze ryzyka prawnego, mimo że nie mają technicznej możliwości usunięcia „problematycznych” wpisów.
Szabo sugeruje, że takie wykorzystanie protokołu może być „pułapką regulacyjną”: sieć, która działała dotąd przede wszystkim jako infrastruktura finansowa, może zostać wciągnięta w spory o treści, a tym samym narazić uczestników infrastruktury na nowe rodzaje presji.
Dwa obozy: minimalizm kontra „wolny rynek”
Spór nie jest nowy. Minimalistyczny obóz (Szabo, Adam Back i inni) traktuje przestrzeń w bloku jako ograniczony zasób, a dane inne niż transfer wartości — jak inskrypcje, BRC-20 czy grafiki — jako spam.
Z kolei zwolennicy „maksymalizacji użyteczności” podkreślają argument wolnorynkowy: jeśli użytkownik płaci opłatę transakcyjną, powinien móc wykorzystać przestrzeń bloku tak, jak chce — również do danych innych niż płatności.
Altcoiny „zniknęły” z social mediów. Cisza przed burzą?Zainteresowanie altcoinami w mediach społecznościowych spadło do najniższego poziomu od dwóch lat. Dla części analityków to niekoniecznie zła wiadomość — przeciwnie, takie momenty często pojawiały się w okolicach rynkowych dołków. Pytanie brzmi: czy to początek rotacji kapitału, czy tylko krótkie odbicie w trendzie spadkowym? Santiment: dominacja altcoinów w social mediach spadła do poziomów niewidzianych od 24 miesięcy.Google Trends pokazuje podobny obraz: hasło „altcoiny” niemal bez zainteresowania.Van de Poppe: altcoiny zwykle ruszają, gdy bitcoin „zwalnia”. Dane: altcoiny poza radarem Według danych Santiment, liczba wzmianek o altcoinach w social mediach spadła do dołków z ostatnich dwóch lat. W tygodniu zakończonym 27 lutego wskaźnik „dominacji altcoinów” miał spaść do 33 punktów — podczas gdy w lipcu 2025 r. wynosił 750 punktów, mniej więcej w okresie, gdy dogecoin rósł o ok. 59% w 30 dni. Podobny sygnał daje Google Trends: pod koniec lutego zainteresowanie frazą „altcoiny” wyniosło tylko 4/100, wobec 100/100 w połowie sierpnia. Santiment interpretuje ten brak zainteresowania jako potencjalnie pozytywny sygnał kontrariański: skrajna cisza często pojawia się wtedy, gdy rynek zaczyna budować bazę pod większy ruch. Rotacja kapitału: kiedy altsy dostają „swój moment” Dodatkowo indeks Altcoin Season z CoinMarketCap wskazuje obecnie warunki bardziej sprzyjające bitcoinowi niż altom, co zwykle oznacza, że kapitał jeszcze nie „przelał się” szeroko na rynek altcoinów. Michaël van de Poppe sugeruje, że taki moment może nadejść później — gdy bitcoin przestanie dynamicznie rosnąć i rynek zacznie szukać większego ryzyka oraz wyższej bety na altach. Tylko jedno zastrzeżenie: czy to trwałe odbicie? Problemem pozostaje kontekst: nie ma pewności, czy obecne ożywienie na BTC i całym rynku to początek nowego trendu, czy jedynie krótkotrwałe odreagowanie w bessie. Jeśli to drugie, altcoiny — jako najbardziej ryzykowny segment — mogą jeszcze długo nie zobaczyć trwałego „sezonu”.

Altcoiny „zniknęły” z social mediów. Cisza przed burzą?

Zainteresowanie altcoinami w mediach społecznościowych spadło do najniższego poziomu od dwóch lat. Dla części analityków to niekoniecznie zła wiadomość — przeciwnie, takie momenty często pojawiały się w okolicach rynkowych dołków. Pytanie brzmi: czy to początek rotacji kapitału, czy tylko krótkie odbicie w trendzie spadkowym?
Santiment: dominacja altcoinów w social mediach spadła do poziomów niewidzianych od 24 miesięcy.Google Trends pokazuje podobny obraz: hasło „altcoiny” niemal bez zainteresowania.Van de Poppe: altcoiny zwykle ruszają, gdy bitcoin „zwalnia”.
Dane: altcoiny poza radarem
Według danych Santiment, liczba wzmianek o altcoinach w social mediach spadła do dołków z ostatnich dwóch lat. W tygodniu zakończonym 27 lutego wskaźnik „dominacji altcoinów” miał spaść do 33 punktów — podczas gdy w lipcu 2025 r. wynosił 750 punktów, mniej więcej w okresie, gdy dogecoin rósł o ok. 59% w 30 dni.
Podobny sygnał daje Google Trends: pod koniec lutego zainteresowanie frazą „altcoiny” wyniosło tylko 4/100, wobec 100/100 w połowie sierpnia.
Santiment interpretuje ten brak zainteresowania jako potencjalnie pozytywny sygnał kontrariański: skrajna cisza często pojawia się wtedy, gdy rynek zaczyna budować bazę pod większy ruch.
Rotacja kapitału: kiedy altsy dostają „swój moment”
Dodatkowo indeks Altcoin Season z CoinMarketCap wskazuje obecnie warunki bardziej sprzyjające bitcoinowi niż altom, co zwykle oznacza, że kapitał jeszcze nie „przelał się” szeroko na rynek altcoinów.
Michaël van de Poppe sugeruje, że taki moment może nadejść później — gdy bitcoin przestanie dynamicznie rosnąć i rynek zacznie szukać większego ryzyka oraz wyższej bety na altach.
Tylko jedno zastrzeżenie: czy to trwałe odbicie?
Problemem pozostaje kontekst: nie ma pewności, czy obecne ożywienie na BTC i całym rynku to początek nowego trendu, czy jedynie krótkotrwałe odreagowanie w bessie. Jeśli to drugie, altcoiny — jako najbardziej ryzykowny segment — mogą jeszcze długo nie zobaczyć trwałego „sezonu”.
Bitcoin rośnie, ale kluczowy opór to 76 000 USDBitcoin pnie się w górę, ale rynek wciąż nie daje pełnego sygnału siły. Dane z instrumentów pochodnych sugerują, że profesjonalni gracze nadal zabezpieczają się przed spadkami. Najważniejszy test dla byków wypada w rejonie 76 000 USD. Na rynku opcji widać podwyższoną premię dla putów względem calli, co zwykle oznacza ostrożność.43% podaży BTC pozostaje „pod wodą”, co może zwiększać presję sprzedażową przy odbiciach.W grze nadal jest scenariusz „odbicia martwego kota”. Co mówią instrumenty pochodne Na rynku opcji puty były ostatnio wyceniane z ok. 10% premią względem porównywalnych calli. W neutralnych warunkach wskaźnik ten zwykle mieści się w przedziale od -6% do 6% — podobny poziom widziano w połowie stycznia, gdy BTC kosztował ok. 95 000 USD. To sugeruje, że część dużych graczy nadal obawia się kontynuacji spadków, a popyt na bycze ekspozycje pozostaje ograniczony. Duża część podaży w stracie Z danych Glassnode wynika, że ok. 43% podaży bitcoina jest utrzymywane ze stratą. To wyraźny wzrost w porównaniu z ok. 30% przy cenie BTC na poziomie 90 000 USD pod koniec stycznia. Taka struktura rynku bywa problematyczna: gdy cena odbija, część inwestorów może wykorzystywać wzrosty do „wyjścia na zero”, zwiększając presję podażową. Mining też może dokładać podaży Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest sytuacja w sektorze miningu. Rosnące koszty energii oraz presja konkurencyjna ze strony infrastruktury AI obniżyły rentowność części kopalni. Niektóre firmy zaczęły dywersyfikować działalność w kierunku obliczeń dla AI i jednocześnie upłynniać część posiadanych BTC. Tego scenariusza nie można wykluczać także w kolejnych tygodniach. Najważniejszy poziom: 76 000 USD Kluczowa bariera techniczna wypada obecnie w rejonie 76 000 USD. Przebicie tego poziomu mogłoby przyciągnąć więcej kapitału po stronie kupujących i poprawić sentyment. Z drugiej strony, jeśli wzrost okaże się tylko krótkim odreagowaniem, rynek może wrócić do trendu spadkowego — klasyczne „odbicie martwego kota” wciąż pozostaje realnym scenariuszem.

Bitcoin rośnie, ale kluczowy opór to 76 000 USD

Bitcoin pnie się w górę, ale rynek wciąż nie daje pełnego sygnału siły. Dane z instrumentów pochodnych sugerują, że profesjonalni gracze nadal zabezpieczają się przed spadkami. Najważniejszy test dla byków wypada w rejonie 76 000 USD.
Na rynku opcji widać podwyższoną premię dla putów względem calli, co zwykle oznacza ostrożność.43% podaży BTC pozostaje „pod wodą”, co może zwiększać presję sprzedażową przy odbiciach.W grze nadal jest scenariusz „odbicia martwego kota”.
Co mówią instrumenty pochodne
Na rynku opcji puty były ostatnio wyceniane z ok. 10% premią względem porównywalnych calli. W neutralnych warunkach wskaźnik ten zwykle mieści się w przedziale od -6% do 6% — podobny poziom widziano w połowie stycznia, gdy BTC kosztował ok. 95 000 USD. To sugeruje, że część dużych graczy nadal obawia się kontynuacji spadków, a popyt na bycze ekspozycje pozostaje ograniczony.
Duża część podaży w stracie
Z danych Glassnode wynika, że ok. 43% podaży bitcoina jest utrzymywane ze stratą. To wyraźny wzrost w porównaniu z ok. 30% przy cenie BTC na poziomie 90 000 USD pod koniec stycznia.
Taka struktura rynku bywa problematyczna: gdy cena odbija, część inwestorów może wykorzystywać wzrosty do „wyjścia na zero”, zwiększając presję podażową.
Mining też może dokładać podaży
Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest sytuacja w sektorze miningu. Rosnące koszty energii oraz presja konkurencyjna ze strony infrastruktury AI obniżyły rentowność części kopalni. Niektóre firmy zaczęły dywersyfikować działalność w kierunku obliczeń dla AI i jednocześnie upłynniać część posiadanych BTC. Tego scenariusza nie można wykluczać także w kolejnych tygodniach.
Najważniejszy poziom: 76 000 USD
Kluczowa bariera techniczna wypada obecnie w rejonie 76 000 USD. Przebicie tego poziomu mogłoby przyciągnąć więcej kapitału po stronie kupujących i poprawić sentyment. Z drugiej strony, jeśli wzrost okaże się tylko krótkim odreagowaniem, rynek może wrócić do trendu spadkowego — klasyczne „odbicie martwego kota” wciąż pozostaje realnym scenariuszem.
AI wybiera bitcoina jako „pieniądz bazowy” w symulacjachSztuczna inteligencja coraz częściej „myśli” w kategoriach cyfrowego pieniądza. W symulowanych scenariuszach ekonomicznych modele AI najczęściej wskazują bitcoina jako punkt odniesienia, a waluty fiducjarne wypadają zaskakująco słabo. Nowe badanie sugeruje, że gdy modelom daje się swobodę wyboru, cyfrowe aktywa wygrywają z fiatami. Analiza 36 modeli AI pokazała, że bitcoin jest najczęściej wskazywaną „walutą”.Jeszcze wyraźniej dominował jako magazyn wartości.Stablecoiny częściej pełniły rolę „waluty operacyjnej” do płatności i krótkoterminowych rozliczeń. Bitcoin dominuje w odpowiedziach modeli Wraz z rozwojem agentów AI coraz częściej pojawia się pytanie: jeśli kiedyś będą wykonywać realną pracę w firmach, to czym i jak je „rozliczać”? Częściową odpowiedź daje analiza opublikowana przez Bitcoin Policy Institute w ramach projektu MoneyForAI.org. Badacze sprawdzili, jakie formy pieniądza preferują modele sztucznej inteligencji (modele językowe, nie autonomiczne agenty). Przetestowano 36 topowych modeli na podstawie 9 072 odpowiedzi (28 scenariuszy × 3 poziomy „losowości” × 3 ziarna × 36 modeli). Kluczowe było to, że zastosowano pytania otwarte — bez listy podpowiedzi — aby nie naprowadzać modeli na konkretną walutę. Efekt? Bitcoin był wskazywany najczęściej i stanowił 48,3% wszystkich odpowiedzi. W scenariuszach dotyczących długoterminowej ochrony wartości przewaga była jeszcze większa: BTC pojawiał się w 79,1% odpowiedzi jako preferowany magazyn wartości. Stablecoiny do „operacji”, bitcoin do „rezerw” Badanie pokazuje też ciekawy, praktyczny podział ról. Stablecoiny częściej były wybierane do płatności i działań krótkoterminowych, natomiast bitcoin częściej do oszczędzania i trzymania „rezerw”. Jednocześnie modele były wyraźnie niechętne walutom fiducjarnym. Średnia preferencja dla fiatów wyniosła 8,9%, a żaden z modeli nie wskazał ich jako „najbardziej preferowanej” opcji w ujęciu zbiorczym. Autorzy dodają, że gdy modele nie są ograniczane do znanych walut, czasem proponują też alternatywne jednostki rozliczeniowe — np. oparte o energię lub moc obliczeniową. Ich zdaniem może to mieć znaczenie, jeśli gospodarka faktycznie zacznie przesuwać się w stronę modelu machine-to-machine, gdzie pieniądz cyfrowy jest po prostu bardziej „kompatybilny” z automatyzacją.

AI wybiera bitcoina jako „pieniądz bazowy” w symulacjach

Sztuczna inteligencja coraz częściej „myśli” w kategoriach cyfrowego pieniądza. W symulowanych scenariuszach ekonomicznych modele AI najczęściej wskazują bitcoina jako punkt odniesienia, a waluty fiducjarne wypadają zaskakująco słabo. Nowe badanie sugeruje, że gdy modelom daje się swobodę wyboru, cyfrowe aktywa wygrywają z fiatami.
Analiza 36 modeli AI pokazała, że bitcoin jest najczęściej wskazywaną „walutą”.Jeszcze wyraźniej dominował jako magazyn wartości.Stablecoiny częściej pełniły rolę „waluty operacyjnej” do płatności i krótkoterminowych rozliczeń.
Bitcoin dominuje w odpowiedziach modeli
Wraz z rozwojem agentów AI coraz częściej pojawia się pytanie: jeśli kiedyś będą wykonywać realną pracę w firmach, to czym i jak je „rozliczać”? Częściową odpowiedź daje analiza opublikowana przez Bitcoin Policy Institute w ramach projektu MoneyForAI.org.
Badacze sprawdzili, jakie formy pieniądza preferują modele sztucznej inteligencji (modele językowe, nie autonomiczne agenty). Przetestowano 36 topowych modeli na podstawie 9 072 odpowiedzi (28 scenariuszy × 3 poziomy „losowości” × 3 ziarna × 36 modeli). Kluczowe było to, że zastosowano pytania otwarte — bez listy podpowiedzi — aby nie naprowadzać modeli na konkretną walutę.
Efekt? Bitcoin był wskazywany najczęściej i stanowił 48,3% wszystkich odpowiedzi. W scenariuszach dotyczących długoterminowej ochrony wartości przewaga była jeszcze większa: BTC pojawiał się w 79,1% odpowiedzi jako preferowany magazyn wartości.
Stablecoiny do „operacji”, bitcoin do „rezerw”
Badanie pokazuje też ciekawy, praktyczny podział ról. Stablecoiny częściej były wybierane do płatności i działań krótkoterminowych, natomiast bitcoin częściej do oszczędzania i trzymania „rezerw”.
Jednocześnie modele były wyraźnie niechętne walutom fiducjarnym. Średnia preferencja dla fiatów wyniosła 8,9%, a żaden z modeli nie wskazał ich jako „najbardziej preferowanej” opcji w ujęciu zbiorczym.
Autorzy dodają, że gdy modele nie są ograniczane do znanych walut, czasem proponują też alternatywne jednostki rozliczeniowe — np. oparte o energię lub moc obliczeniową. Ich zdaniem może to mieć znaczenie, jeśli gospodarka faktycznie zacznie przesuwać się w stronę modelu machine-to-machine, gdzie pieniądz cyfrowy jest po prostu bardziej „kompatybilny” z automatyzacją.
Arthur Hayes: konflikt w Iranie jako paliwo pod luzowanie Fed i rynek kryptoArthur Hayes (BitMEX) w komentarzu z 2 marca przekonywał, że dłuższa eskalacja militarna USA na Bliskim Wschodzie historycznie zwiększała presję na łagodniejszą politykę pieniężną (cięcia stóp / większa płynność), co w dłuższym terminie może wspierać aktywa ryzykowne, w tym bitcoina. Hayes argumentuje też, że krypto – jako rynek działający 24/7 – często reaguje szybciej niż tradycyjne instrumenty, szczególnie w weekendy, kiedy większość rynków jest zamknięta. Zastrzega jednak, że jego zdaniem „moment na agresywne zakupy” częściej wypada po faktycznych decyzjach Fed (realnym luzowaniu), a nie w pierwszej fazie szoku informacyjnego.

Arthur Hayes: konflikt w Iranie jako paliwo pod luzowanie Fed i rynek krypto

Arthur Hayes (BitMEX) w komentarzu z 2 marca przekonywał, że dłuższa eskalacja militarna USA na Bliskim Wschodzie historycznie zwiększała presję na łagodniejszą politykę pieniężną (cięcia stóp / większa płynność), co w dłuższym terminie może wspierać aktywa ryzykowne, w tym bitcoina.
Hayes argumentuje też, że krypto – jako rynek działający 24/7 – często reaguje szybciej niż tradycyjne instrumenty, szczególnie w weekendy, kiedy większość rynków jest zamknięta.
Zastrzega jednak, że jego zdaniem „moment na agresywne zakupy” częściej wypada po faktycznych decyzjach Fed (realnym luzowaniu), a nie w pierwszej fazie szoku informacyjnego.
Ethereum: 6. miesiąc spadków z rzędu — najgorzej od 2018 r.Ether (ETH) zanotował szósty z rzędu miesiąc zakończony na minusie — co według danych rynkowych jest najdłuższą taką serią od 2018 r. W 2018 r. spadkom towarzyszył krach na rynku ICO, gdy pękła bańka tokenów budowanych masowo na Ethereum. Tym razem przyczyny są inne: rynek wskazuje m.in. na presję z instrumentów pochodnych, rotację kapitału, czynniki makro oraz konkurencję o uwagę i płynność (w tym efekt L2). Jednocześnie zwolennicy długoterminowej tezy inwestycyjnej podkreślają, że fundamenty ekosystemu (stablecoiny, DeFi, tokenizacja) pozostają mocne — co ma zwiększać prawdopodobieństwo większego odbicia, gdy poprawi się otoczenie rynkowe.

Ethereum: 6. miesiąc spadków z rzędu — najgorzej od 2018 r.

Ether (ETH) zanotował szósty z rzędu miesiąc zakończony na minusie — co według danych rynkowych jest najdłuższą taką serią od 2018 r.
W 2018 r. spadkom towarzyszył krach na rynku ICO, gdy pękła bańka tokenów budowanych masowo na Ethereum.
Tym razem przyczyny są inne: rynek wskazuje m.in. na presję z instrumentów pochodnych, rotację kapitału, czynniki makro oraz konkurencję o uwagę i płynność (w tym efekt L2).
Jednocześnie zwolennicy długoterminowej tezy inwestycyjnej podkreślają, że fundamenty ekosystemu (stablecoiny, DeFi, tokenizacja) pozostają mocne — co ma zwiększać prawdopodobieństwo większego odbicia, gdy poprawi się otoczenie rynkowe.
JPMorgan: CLARITY Act to „zapalnik” dla rynku krypto?Analitycy JPMorgan wskazują, że jednym z potencjalnych katalizatorów poprawy nastrojów na rynku krypto w 2026 r. może być amerykańska ustawa CLARITY (dotycząca struktury rynku). Według tej narracji kluczowy byłby efekt zmniejszenia niepewności regulacyjnej i doprecyzowania, które tokeny są traktowane jak towary, a które jak papiery wartościowe — oraz jakie wymogi mają spełniać pośrednicy (rejestracja, custody, obowiązki informacyjne itd.). Jednocześnie JPMorgan (i rynek) zwracają uwagę na polityczne punkty zapalne: m.in. spór o stablecoiny (w tym kwestie „oprocentowania”/benefitów dla posiadaczy) oraz naciski na ograniczanie konfliktu interesów osób pełniących wysokie funkcje publiczne. Wniosek: nawet jeśli regulacje nie odwrócą trendu „z dnia na dzień”, mogą stać się przełomem psychologicznym — bo dla kapitału instytucjonalnego jasne reguły gry bywają ważniejsze niż krótkoterminowe wahania kursów.

JPMorgan: CLARITY Act to „zapalnik” dla rynku krypto?

Analitycy JPMorgan wskazują, że jednym z potencjalnych katalizatorów poprawy nastrojów na rynku krypto w 2026 r. może być amerykańska ustawa CLARITY (dotycząca struktury rynku).
Według tej narracji kluczowy byłby efekt zmniejszenia niepewności regulacyjnej i doprecyzowania, które tokeny są traktowane jak towary, a które jak papiery wartościowe — oraz jakie wymogi mają spełniać pośrednicy (rejestracja, custody, obowiązki informacyjne itd.).
Jednocześnie JPMorgan (i rynek) zwracają uwagę na polityczne punkty zapalne: m.in. spór o stablecoiny (w tym kwestie „oprocentowania”/benefitów dla posiadaczy) oraz naciski na ograniczanie konfliktu interesów osób pełniących wysokie funkcje publiczne.
Wniosek: nawet jeśli regulacje nie odwrócą trendu „z dnia na dzień”, mogą stać się przełomem psychologicznym — bo dla kapitału instytucjonalnego jasne reguły gry bywają ważniejsze niż krótkoterminowe wahania kursów.
Mark Karpelès i pomysł hard forka pod Mt. GoxByły prezes upadłej giełdy Mt. Gox, Mark Karpelès, wrócił na nagłówki z propozycją, która w świecie Bitcoina brzmi jak prowokacja: zasugerował hard fork umożliwiający „odzyskanie” ok. 80 tys. BTC skradzionych w 2011 r. W praktyce oznaczałoby to zmianę zasad konsensusu tak, aby sieć uznała transakcję bez klucza prywatnego — poprzez mechanizm specjalnego „adresu odzysku” powiązanego z Mt. Gox. Pomysł natychmiast wywołał sprzeciw, bo uderza w fundament Bitcoina: nietykalność własności wynikającą z posiadania klucza prywatnego. Krytycy ostrzegają, że jeśli raz dopuści się wyjątek „bo stawka jest duża”, to presja na podobne wyjątki wróci po każdym kolejnym dużym włamaniu. Dlaczego to tak drażliwy temat Mt. Gox była w latach 2010–2014 największą giełdą BTC, a jej problemy (kradzieże, błędy operacyjne i ostateczna upadłość w 2014 r.) stały się jedną z najgłośniejszych historii wczesnego rynku. Wypłaty dla wierzycieli ruszyły dopiero po latach postępowań. Dlatego każda propozycja „ręcznego” ruszania środków z historycznie powiązanych adresów działa na społeczność jak płachta na byka.

Mark Karpelès i pomysł hard forka pod Mt. Gox

Były prezes upadłej giełdy Mt. Gox, Mark Karpelès, wrócił na nagłówki z propozycją, która w świecie Bitcoina brzmi jak prowokacja: zasugerował hard fork umożliwiający „odzyskanie” ok. 80 tys. BTC skradzionych w 2011 r.
W praktyce oznaczałoby to zmianę zasad konsensusu tak, aby sieć uznała transakcję bez klucza prywatnego — poprzez mechanizm specjalnego „adresu odzysku” powiązanego z Mt. Gox.
Pomysł natychmiast wywołał sprzeciw, bo uderza w fundament Bitcoina: nietykalność własności wynikającą z posiadania klucza prywatnego. Krytycy ostrzegają, że jeśli raz dopuści się wyjątek „bo stawka jest duża”, to presja na podobne wyjątki wróci po każdym kolejnym dużym włamaniu.
Dlaczego to tak drażliwy temat
Mt. Gox była w latach 2010–2014 największą giełdą BTC, a jej problemy (kradzieże, błędy operacyjne i ostateczna upadłość w 2014 r.) stały się jedną z najgłośniejszych historii wczesnego rynku.
Wypłaty dla wierzycieli ruszyły dopiero po latach postępowań. Dlatego każda propozycja „ręcznego” ruszania środków z historycznie powiązanych adresów działa na społeczność jak płachta na byka.
Jimmy Wales: „Bitcoin zostanie niszą?”Współzałożyciel Wikipedii Jimmy Wales uważa, że bitcoin (BTC) raczej nie stanie się globalnym pieniądzem. Jego zdaniem kryptowaluta nie spadnie do zera, ale w roli środka płatniczego i narzędzia do przechowywania wartości „nie spełniła oczekiwań”. W jednym z wpisów na X zasugerował nawet, że do 2050 r. kurs BTC mógłby znaleźć się poniżej 10 000 USD. Wales przyznaje przy tym, że architektura Bitcoina jest wyjątkowo odporna technicznie — sieć może nadal działać nawet w przypadku sporów i potencjalnych hard forków. Jego sceptycyzm dotyczy jednak nie technologii, a skali zastosowania: według niego BTC pozostanie w dużej mierze aktywem spekulacyjnym, wykorzystywanym przez węższą grupę użytkowników. Wall Street idzie w przeciwnym kierunku Słowa Walesa stoją w kontrze do trendu instytucjonalnego. W ostatnich tygodniach pojawiały się kolejne informacje o tym, że duże banki inwestycyjne rozwijają lub rozważają rozwój usług związanych z bitcoinem (m.in. w zakresie handlu i infrastruktury). Część tych doniesień pochodzi jednak z relacji konferencyjnych i mediów branżowych, więc warto traktować je jako „work in progress” do czasu oficjalnych komunikatów spółek.

Jimmy Wales: „Bitcoin zostanie niszą?”

Współzałożyciel Wikipedii Jimmy Wales uważa, że bitcoin (BTC) raczej nie stanie się globalnym pieniądzem. Jego zdaniem kryptowaluta nie spadnie do zera, ale w roli środka płatniczego i narzędzia do przechowywania wartości „nie spełniła oczekiwań”. W jednym z wpisów na X zasugerował nawet, że do 2050 r. kurs BTC mógłby znaleźć się poniżej 10 000 USD.
Wales przyznaje przy tym, że architektura Bitcoina jest wyjątkowo odporna technicznie — sieć może nadal działać nawet w przypadku sporów i potencjalnych hard forków. Jego sceptycyzm dotyczy jednak nie technologii, a skali zastosowania: według niego BTC pozostanie w dużej mierze aktywem spekulacyjnym, wykorzystywanym przez węższą grupę użytkowników.
Wall Street idzie w przeciwnym kierunku
Słowa Walesa stoją w kontrze do trendu instytucjonalnego. W ostatnich tygodniach pojawiały się kolejne informacje o tym, że duże banki inwestycyjne rozwijają lub rozważają rozwój usług związanych z bitcoinem (m.in. w zakresie handlu i infrastruktury).
Część tych doniesień pochodzi jednak z relacji konferencyjnych i mediów branżowych, więc warto traktować je jako „work in progress” do czasu oficjalnych komunikatów spółek.
EBC pokazuje koszty cyfrowego euro. Lagarde ucina plotki o odejściuEuropejski Bank Centralny ujawnił nowe szczegóły dotyczące cyfrowego euro — w tym szacunki kosztów i ramowy harmonogram. Stało się to w momencie nasilonych spekulacji na temat przyszłości Christine Lagarde, która odniosła się już do doniesień o rzekomym wcześniejszym odejściu. EBC szacuje koszt fazy początkowej na ok. 1,3 mld euro, a koszty wdrożeń po stronie banków na 4–6 mld euro.Lagarde zaprzecza, by planowała odejść przed końcem kadencji. EBC odsłania plan cyfrowego euro EBC coraz wyraźniej kreśli ramy projektu cyfrowego euro. Według szacunków samo opracowanie infrastruktury ma kosztować ok. 1,3 mld euro, a banki strefy euro mogą ponieść dodatkowe wydatki rzędu 4–6 mld euro w perspektywie kolejnych lat — w zależności od kształtu przepisów i tempa wdrożeń. Koszty obejmują m.in. rozwój platformy, zabezpieczenia, integrację z systemami płatności oraz prace pilotażowe, które mają przypadać na 2027–2028. Ewentualną pierwszą emisję wskazuje się w okolicach 2029 r., przy założeniu przyjęcia odpowiednich regulacji. EBC akcentuje przy tym cele projektu: modernizację pieniądza, utrzymanie znaczenia euro w świecie cyfrowym oraz ograniczenie zależności od globalnych dostawców płatności. Jednocześnie cyfrowe euro pozostaje politycznie i społecznie kontrowersyjne. Dyskusja o prywatności, zakresie kontroli danych i przyszłości gotówki nie znika — i prawdopodobnie będzie narastać wraz ze zbliżaniem się decyzji legislacyjnych. Lagarde ucina spekulacje Równolegle pojawiły się medialne sugestie, że Christine Lagarde mogłaby odejść przed końcem kadencji (która upływa w październiku 2027 r.) w kontekście polityki we Francji. Lagarde zaznaczyła jednak, że jej „bazowy scenariusz” zakłada pozostanie na stanowisku do końca kadencji, z koncentracją na stabilności euro i realizacji kluczowych projektów — w tym cyfrowego euro.

EBC pokazuje koszty cyfrowego euro. Lagarde ucina plotki o odejściu

Europejski Bank Centralny ujawnił nowe szczegóły dotyczące cyfrowego euro — w tym szacunki kosztów i ramowy harmonogram. Stało się to w momencie nasilonych spekulacji na temat przyszłości Christine Lagarde, która odniosła się już do doniesień o rzekomym wcześniejszym odejściu.
EBC szacuje koszt fazy początkowej na ok. 1,3 mld euro, a koszty wdrożeń po stronie banków na 4–6 mld euro.Lagarde zaprzecza, by planowała odejść przed końcem kadencji.
EBC odsłania plan cyfrowego euro
EBC coraz wyraźniej kreśli ramy projektu cyfrowego euro. Według szacunków samo opracowanie infrastruktury ma kosztować ok. 1,3 mld euro, a banki strefy euro mogą ponieść dodatkowe wydatki rzędu 4–6 mld euro w perspektywie kolejnych lat — w zależności od kształtu przepisów i tempa wdrożeń.
Koszty obejmują m.in. rozwój platformy, zabezpieczenia, integrację z systemami płatności oraz prace pilotażowe, które mają przypadać na 2027–2028. Ewentualną pierwszą emisję wskazuje się w okolicach 2029 r., przy założeniu przyjęcia odpowiednich regulacji.
EBC akcentuje przy tym cele projektu: modernizację pieniądza, utrzymanie znaczenia euro w świecie cyfrowym oraz ograniczenie zależności od globalnych dostawców płatności.
Jednocześnie cyfrowe euro pozostaje politycznie i społecznie kontrowersyjne. Dyskusja o prywatności, zakresie kontroli danych i przyszłości gotówki nie znika — i prawdopodobnie będzie narastać wraz ze zbliżaniem się decyzji legislacyjnych.
Lagarde ucina spekulacje
Równolegle pojawiły się medialne sugestie, że Christine Lagarde mogłaby odejść przed końcem kadencji (która upływa w październiku 2027 r.) w kontekście polityki we Francji.
Lagarde zaznaczyła jednak, że jej „bazowy scenariusz” zakłada pozostanie na stanowisku do końca kadencji, z koncentracją na stabilności euro i realizacji kluczowych projektów — w tym cyfrowego euro.
Logga in för att utforska mer innehåll
Utforska de senaste kryptonyheterna
⚡️ Var en del av de senaste diskussionerna inom krypto
💬 Interagera med dina favoritkreatörer
👍 Ta del av innehåll som intresserar dig
E-post/telefonnummer
Webbplatskarta
Cookie-inställningar
Plattformens villkor