Szukam sposobu na zapisanie moich plików bez polegania na dużych firmach technologicznych, które wydają się posiadać wszystko, co robimy online. W końcu zaczęłam używać Walrus i to zmieniło moje myślenie o przechowywaniu danych. Wiesz, jak to jest, kiedy przesyłasz zdjęcie do zwykłej usługi chmurowej i po prostu masz nadzieję, że go nie zgubią ani nie zajrzą do niego. To wydaje się inne, ponieważ jest to zdecentralizowany, bezpieczny magazyn blob, co jest po prostu wyszukanym sposobem na powiedzenie, że dzieli twoje dane na małe kawałki i rozrzuca je po różnych komputerach. Zdałem sobie sprawę, że nie muszę już ufać jednej osobie lub firmie, ponieważ system jest zaprojektowany tak, aby działał nawet jeśli niektóre węzły są offline lub źle działają.

Kiedy po raz pierwszy próbowałem coś przesłać, zauważyłem, że proces jest trochę bardziej zaawansowany niż po prostu przeciąganie i upuszczanie pliku. Zaczyna się od czegoś, co nazywa się Czerwonym Stuff, co brzmi jak marka napoju gazowanego, ale jest w rzeczywistości algorytmem kodującym. Przekształca mój plik w te rzeczy zwane fragmentami. Dowiedziałem się, że system używa również czegoś, co nazywa się kodami RaptorQ, aby upewnić się, że nawet jeśli niektóre fragmenty zostaną zgubione, cały plik nadal można złożyć.
"Największe kłamstwo w chmurze to to, że twoje dane kiedykolwiek są naprawdę twoje."
To była pierwsza rzecz, którą zrozumiałem, gdy zacząłem zgłębiać, jak to działa. Dzięki temu projektowi czuję, że mam kontrolę. Po zakończeniu kodowania przez mój komputer tworzy identyfikator blob, który jest zasadniczo unikalnym odciskiem palca dla mojego pliku. Następnie muszę iść do blockchaina Sui, aby kupić trochę miejsca. To jak płacenie za miejsce parkingowe dla moich danych. Mówię blockchainowi, jak duży jest plik i jak długo chcę, aby tam pozostał. Gdy blockchain daje mi zielone światło, wysyłam te małe fragmenty danych do węzłów przechowujących.
Dowiedziałem się, że te węzły to po prostu niezależne komputery znajdujące się w różnych miejscach. Każdy z nich bierze kawałek, a następnie odsyła mi podpisany paragon. Muszę zebrać określoną liczbę tych paragonów, aby udowodnić, że mój plik jest naprawdę bezpieczny. Gdy mam ich wystarczająco dużo, wysyłam certyfikat z powrotem do blockchaina. Ten moment nazywają punktem dostępności. To dokładnie ta sekunda, w której mogę w końcu odetchnąć i usunąć plik z mojego własnego dysku twardego, ponieważ wiem, że żyje bezpiecznie w sieci.
"Przechowywanie to nie tylko trzymanie plików, ale także udowadnianie, że nadal istnieją."
Korzystanie z tego systemu uświadamia ci, że większość naszego cyfrowego życia opiera się na obietnicach. W tym projekcie blockchain działa jak menedżer, który utrzymuje wszystkich w uczciwej postawie. Jeśli węzeł zapomni moje dane lub spróbuje je usunąć wcześniej, blockchain to wie. Jest wiele rozmów o fragmentach i wirtualnych tożsamościach w dokumentach technicznych, ale jako użytkownik widzę to po prostu jako ogromną siatkę bezpieczeństwa. Nawet jeśli fizyczny węzeł przechowywania jest ogromny, może działać jako wiele mniejszych wirtualnych węzłów, aby utrzymać porządek. Tak już jest w tym nowym rodzaju konfiguracji.
Kiedy chcę odzyskać mój plik, proces jest zaskakująco szybki. Nie muszę rozmawiać z każdym pojedynczym węzłem. Po prostu proszę kilka z nich o ich fragmenty, a gdy mam ich wystarczająco dużo, mogę odtworzyć oryginalny plik. Fajną rzeczą jest to, że matematyka stojąca za tym zapewnia, że jeśli plik, który złożyłem, nie pasuje do oryginalnego odcisku palca, system go odrzuca. Oznacza to, że nikt nie może potajemnie zamienić mojego filmu z kotem na wirusa, nie informując mnie od razu.
"System jest tylko tak silny, jak matematyka, która utrzymuje węzły w linii."
Kiedyś martwiłem się, czy zdecentralizowane rzeczy będą zbyt wolne do codziennego użytku. Ale mają te rzeczy zwane agregatorami i pamięciami podręcznymi, które pomagają przyspieszyć proces dla popularnych plików. Jeśli wszyscy próbują pobrać to samo, system może obsłużyć ruch bez większego wysiłku. Wydaje się, że internet w końcu dorasta i odchodzi od starego sposobu robienia rzeczy, gdzie wszystko było przechowywane w jednym ogromnym magazynie, który mógł się spalić lub zostać zamknięty.
"Nie powinieneś musieć prosić o pozwolenie na dostęp do swoich własnych wspomnień."
Za każdym razem, gdy przesyłam nowy projekt lub partię zdjęć, czuję się trochę bardziej bezpiecznie. Nie chodzi o bycie geniuszem komputerowym czy zrozumienie każdej linii kodu w drzewach Merkle'a czy inteligentnych kontraktach. Chodzi o rzeczywistość wiedzy, że moje dane nie są przechowywane na jednym serwerze w jakiejś piwnicy. Są rozproszone i chronione przez komisję węzłów, które mają finansowy powód, aby trzymać moje rzeczy w bezpieczeństwie.
"Prawdziwa prywatność znajduje się w fragmentach, które jedna osoba nie może przeczytać sama."
Podoba mi się, że mogę przejść w tryb offline, a sieć nadal działa. Węzły nieustannie nasłuchują blockchaina, a jeśli zdadzą sobie sprawę, że brakuje im kawałka pliku, przechodzą przez proces odzyskiwania, aby to naprawić. To jak samolecząca się biblioteka. Jako konsument chcę tylko, aby moje rzeczy były dostępne, gdy ich potrzebuję. Ten projekt daje mi możliwość zrobienia tego, jednocześnie trzymając się z dala od typowych strażników internetu. To trochę zmiana w naszym myśleniu o internecie, ale wydaje się, że to właściwy kierunek dla każdego, kto ceni swoją cyfrową wolność.


