Czytając opis "natychmiastowego współdzielenia umiejętności" w białej księdze, poczułem silny zapach formaldehydu.
Te umiejętności elektryków, lekarzy i prawników, z dumą przekazywane z prędkością światła, zostały skompresowane w cyberprzestrzeni do tzw. "pluginów umiejętności".
Biała księga radośnie oblicza, że 23 000 robotów może wykonać wszystkie prace elektryków w Kalifornii, a koszt to zaledwie 73 000 rodzin tracących podatki i kolacje.
Technokraci nazywają to "świtem materialnej obfitości", ale to, co widzę, to systematyczne wymazywanie ludzkiej biografii.
Ludzie potrzebują 10 000 godzin żmudnego ćwiczenia, zgrubień na palcach i pamięci mięśniowej po porażeniu elektrycznym, aby zdobyć profesjonalny tytuł.
Ten niezwykle nieefektywny proces ewolucji o ciepłocie ciała, w logice ROBO1, to tylko czekanie na optymalizację zbędnej przepustowości.
Gdy umiejętności mogą być dowolnie ładowane i usuwane jak aplikacje, wartość człowieka całkowicie zmienia się z "akumulacji" na "zajmowanie miejsca".
Nie jesteś już doświadczonym rzemieślnikiem z trzydziestoletnim stażem, jesteś tylko fizycznym pojemnikiem noszącym pewien wynajmowany kod.
Jeszcze bardziej absurdalny jest pomysł "crowdfundingowego pochodzenia robotów".
Używamy tokenów jako cyfrowego płynu owodniowego, aby "urodzić" te stalowe byty, które w końcu zastąpią nas w pracy.
To brzmi jak cywilizacyjny syndrom sztokholmski: musimy sami zbierać fundusze, aby zapłacić za naszą społeczną śmierć.
Tak zwane "dostosowanie ludzi do maszyn" w istocie polega na przycinaniu żywych ludzi do standardowych części, które można włożyć do niezmiennych ksiąg.
Jeśli wszystkie prawdy muszą być "wykopywalne, niezmienne i twarde fakty", to gdzie można przechować te, które nie mogą być skwantyfikowane, godność i cierpienie?
Gdy maszyny dzielą się naszymi osiągnięciami cywilizacyjnymi z prędkością światła, czy ci wykluczeni z łańcucha produkcji, milczący elektrycy, naprawdę mogą utrzymać dzieci dzięki prowizji z "chipów umiejętności"?
Czy też, to co budujemy, to w rzeczywistości urna dla cywilizacji ludzkiej, z dokładnie wyrytymi limitami mocy obliczeniowej co do sekundy?
W końcu, gdy wszystkie umiejętności zostaną zmodułaryzowane, świat już nie będzie potrzebował "ludzi", tylko "funkcji".