Po przeczytaniu tego białego dokumentu, nie widzę mitu o wydajności, lecz masową "likwidację" ludzkich umiejętności.
Kiedy w białym dokumencie wspomniano o przypadku elektryków z Kalifornii, ton był lekki, jakby rozmawiano o aktualizacji oprogramowania. Mówi, że jeden robot nauczył się standardów obwodów, a sto tysięcy robotów może w mgnieniu oka "dzielić się" tą umiejętnością. Ta "ewolucja z prędkością światła" ukrywa za sobą niezwykle zimną rzeczywistość fizyczną: umiejętności przetrwania, które ludzie szlifowali przez dziesięć tysięcy godzin, szybko tracą na wartości przed algorytmem, stając się jedynie ciągiem bezprogowych kluczy publicznych.
Tak zwane "ogromne bogactwo materialne" w istocie polega na usuwaniu żywych ludzi z łańcucha produkcji, jakby wyciągano zużyty bezpiecznik.
Jeszcze bardziej absurdalny jest ten "system płatności bez dyskryminacji". Gdy roboty mają swoje portfele, tożsamości, a nawet "prawo ewolucji" zdefiniowane przez chipy, ten protokół w rzeczywistości przygotowuje grunt pod powstanie niebiologicznej klasy. Rola ludzi w tym systemie została zredukowana do cyfrowych robotników, którzy "karmią" maszyny danymi, a wszystko to nazywa się "dowodem wkładu".
Tworzymy potwora: nie potrzebuje odpoczynku, nie ma presji emerytalnej i może w mgnieniu oka skopiować wszelką mądrość. A to, co pozostawiamy tym 73,000 bezrobotnym elektrykom, to jedynie kilka pustych obietnic o "przekwalifikowaniu" oraz zestaw praw do monitorowania robotów jako "punktów obserwacyjnych".
Gdy narzędzia nie potrzebują już zatrudnienia, aby zdobyć umiejętności, a zamiast tego pochłaniają je przez protokoły, jedyną pozostałą wartością ludzi jest zapewne dostarczenie tej ogromnej automatycznej komórce odrobiny "moralnego ciepła", aby dostosować się do niej?
Ostatecznie, kto jest tym stworzeniem obserwowanym w klatce?