#robo $ROBO Przypominam sobie pierwszy raz, kiedy @Fabric Foundation pojawił się w moim feedzie, lekko się zmrużyłem. Nie dlatego, że brzmiało to szaleńczo — ale dlatego, że brzmiało… wcześnie. Roboty, otwarte sieci, wspólne zdobywanie wiedzy. Byłem już wystarczająco długo, aby wiedzieć, że gdy kryptowaluty sięgają po fizyczny świat, harmonogramy się rozciągają, a oczekiwania zostają zranione.

To, co wciąż przyciągało moją uwagę, nie była kwestia robotów. To była perspektywa zarządzania. Koncepcja, że dane i aktualizacje robotów nie pozostają w jednym centrum, że uczenie się nie jest ograniczone do chmury jednej organizacji. Ta część wydawała się znajoma. Prawie nudna, w dobrym sensie. Jak to, jak sam internet zaczął działać — chaotycznie, otwarcie, nikt nie miał pełnej kontroli.

Na początku nie rozumiałem, dla kogo to właściwie jest. Nie wydawało się to ofertą dla konsumentów ani prezentacją VC. Bardziej jak infrastruktura dla tych, którzy już wiedzą, że centralizacja staje się w końcu wąskim gardłem. Fabric wydaje się stworzony dla programistów, którzy już raz zostali poparzeni przez zamknięte systemy.

To, co powoli zaczęło mi się układać, to to, że nie stara się „uwolnić robotów.” Stara się ustalić zasady, zanim roboty się rozwiną. To subtelne. A subtelne rzeczy nie działają szybko.

Co wciąż mnie irytuje, to ciężar wykonania. Koordynowanie globalnego zarządzania robotami brzmi dobrze… aż do momentu, gdy rzeczywistość uderza. Sprzęt, prawo, zachęty — żadne z tych rzeczy nie wybacza ideologii.

Jestem zaniepokojony. Nie jestem zadowolony. Obserwuję. I tak naprawdę, to zazwyczaj ten obszar, w którym zaczynają się prawdziwe sprawy.

#ROBO $ROBO