Na początku nie wiedziałem, co o tym myśleć. Gry, rozrywka, marki, sztuczna inteligencja, narracje metawersum. Ta kombinacja zazwyczaj sygnalizuje rozmycie zamiast kierunku. Zbyt wiele obietnic, zbyt wiele sektorów i zbyt mało realizacji.

Ale po chwili obserwacji Vanar, coś się kliknęło. To nie jest łańcuch zbudowany na założeniu, że deweloperzy są na pierwszym miejscu, a użytkownicy podążają później. Wygląda na to, że jest zaprojektowany w odwrotny sposób.

To, co rzuciło mi się w oczy w Vanar Chain, to że rozmowa wydawała się inna. Było mniej skupienia na deweloperskiej brawurze, a więcej uwagi na ludziach, którzy nawet nie wiedzą, czym jest portfel.

Projekty takie jak Virtua Metaverse i ekosystem gier VGN wyraźnie podkreślają to podejście. Czują się jak produkty, zanim staną się kryptowalutami. Ta różnica ma znaczenie, jeśli celem jest pozyskanie użytkowników, którzy nie mają zainteresowania polityką Layer One ani plemiennymi debatami. Marki nie chcą tłumaczyć opłat za gaz ani zarządzać tarciem związanym z portfelem. Chcą systemów, które działają cicho i nie wprowadzają ryzyka reputacyjnego.

To powiedziawszy, jedna obawa wciąż się utrzymuje. Przyjęcie marki odbywa się powoli. Czasami boleśnie. Przedsiębiorstwa działają na harmonogramach, które kryptowaluty często mają trudności z uszanowaniem, a nie każda wizja długoterminowa przetrwa tę lukę.

Niemniej jednak, Vanar ma wrażenie, że gra w dłuższą grę niż większość łańcuchów w tej kategorii.

Jeszcze nie jestem całkowicie przekonany.

Ale wciąż obserwuję. A to samo w sobie coś oznacza.