Bitcoin nie jest terytorium dla małych. Uczę się tego w najdroższy sposób.

Jestem umiarkowany, nie handluję kontraktami terminowymi, nie żyję na dźwigni. Mimo to, odczucie jest jasne: ten „cykl eksplozji” brzmi coraz bardziej jak wygodna narracja, aby wysysać płynność od tych, którzy wierzą zbyt mocno.

Sprzedają nadzieję zapakowaną w kolorowe wykresy.

Dają ciszę, gdy mały upada.

Rynek kryptowalut opiera się mniej na innowacjach, a bardziej na wierze. A zbyt dużo wiary zwykle kończy się ofiarą.

Jest linia, o której nikt nie chce rozmawiać:

jeśli Bitcoin zdziesiątkuje 40% mniejszych inwestorów, zniszczy zaufanie tych, którzy podtrzymują fundamenty, nie stanie się „złotem cyfrowym”.

Staje się aktywem zamkniętego klubu.

A zamknięte kluby nie dominują nad światem.

Bez masy nie ma cudu.

Bez zaufania nie ma wartości.

Jeśli nadal będziesz traktować małego jak jednorazowe paliwo, Bitcoin nie wybuchnie.

Będzie powoli gnił — aż stanie się tylko drogim mitem opowiadanym przez tych, którzy weszli wcześnie.