Rynki bycze sprawiają, że traderzy czują się niepokonani. Ceny wciąż rosną, korekty wyglądają na płytkie, a kanały społecznościowe wypełniają się zrzutami ekranu ogromnych zysków. W takim środowisku dźwignia wydaje się być skrótem do bogactwa, dlaczego brać powolny ruch o 20%, skoro można go pomnożyć pięć lub dziesięć razy? Problem polega na tym, że dźwignia nie tylko zwiększa zyski. Zwiększa również błędy, błędy pomiaru, emocje oraz drobne wahania rynkowe, które mają niewielkie znaczenie dla traderów spot.
W swojej istocie dźwignia zmniejsza Twój margines błędu. Kiedy otwierasz silnie lewarowaną pozycję, rynek nie musi już odwracać się dramatycznie, aby Cię skrzywdzić. Normalny intraday wick, spadek stopy procentowej lub szybkie wyczyszczenie płynności mogą być wystarczające, aby całkowicie zlikwidować transakcję. Na rynkach byczych zmienność często rośnie, zamiast znikać, ponieważ szybki wzrost przyciąga spekulantów, wymusza krótkie ściskanie i wyzwala kaskady likwidacji w obie strony.
Jedną z największych pułapek jest mylenie kierunku trendu z precyzją wejścia. Tak, rynek może być w wyraźnym trendzie wzrostowym — ale nawet najsilniejsze rajdy oddychają. Cofają się do wsparcia, zmiatają minima i wytrącają późnych kupujących przed kontynuowaniem wzrostu. Inwestor spotowy może przejść przez te spadki. Trader korzystający z ekstremalnej dźwigni nie może. Zostają zmuszeni do wyjścia w najgorszym możliwym momencie, często tuż przed wznowieniem trendu.
Innym cichym zabójcą jest wielkość pozycji. Gdy dźwignia jest wysoka, traderzy zazwyczaj alokują zbyt dużo swojego konta na jeden pomysł, ponieważ potencjalny zwrot wygląda nieodparcie. To tak bardzo koncentruje ryzyko, że jeden zły wejście może zniszczyć tygodnie lub miesiące stabilnych zysków. Na rynku byków, gdzie możliwości są liczne, wybuch na jednej zbyt dużej transakcji jest szczególnie tragiczny — wyklucza Cię z gry akurat wtedy, gdy warunki są najbardziej sprzyjające.
Psychologia pogarsza sytuację. Po kilku wygranych transakcjach z dźwignią, pewność siebie przechodzi w nadmierną pewność siebie. Zlecenia stop są szersze lub całkowicie usuwane. Wejścia stają się pośpieszne. Traderzy gonią za zielonymi świecami, ponieważ „wszystko i tak idzie w górę.” Ten sposób myślenia działa — dopóki nie przestaje. Gdy nieuchronny ostry spadek uderza, strach zastępuje chciwość, pozycje są zamykane na dnie, a konta kurczą się znacznie szybciej, niż rosły.
Koszty finansowania i opłaty również wchłaniają zyski z dźwigni bardziej, niż większość ludzi się spodziewa. W zatłoczonych warunkach długich stawki finansowania mogą stać się bardzo pozytywne, co oznacza, że płacisz ciągle tylko za to, aby utrzymać pozycję. Podczas powolnych konsolidacji wewnątrz rynku byków, te płatności cicho wyczerpują kapitał, podczas gdy czekasz na następne wybicie. Posiadacze spotów nie czują nic; traderzy z nadmierną dźwignią krwawią w tle.
Jest też problem z biasem przetrwania. Ciągle widzisz zrzuty ekranu traderów, którzy złapali ruch od szczytu do dna z 20x dźwignią, ale rzadko widzisz setki, które zostały zlikwidowane po drodze. Rynki bycze tworzą legendy — i cmentarze — w tym samym czasie. Większość kapitału płynie do cierpliwych uczestników, którzy skutecznie kumulują zyski, a nie do tych, którzy każdą transakcję traktują jak grę o wszystko.
Ironią jest to, że rynki bycze nagradzają powściągliwość bardziej niż agresję. Umiarkowana dźwignia — lub żadna — pozwala Ci trzymać się transakcji dłużej, wytrzymać zmienność i myśleć jasno, zamiast reagować na każdą świecę pięciominutową. Daje Ci elastyczność do dodawania na spadkach, zmniejszania ekspozycji na siłę i rotowania w nowe możliwości bez bycia zmuszonym do wyjścia przez jeden nagły wzrost.
Na koniec, nadmierne dźwignie zazwyczaj nie zabijają traderów, ponieważ się mylą co do kierunku. Zabijają ich, ponieważ mają rację zbyt wcześnie, mają zbyt dużą wielkość i nie dają rynkowi miejsca na oddech. Celem na rynku byków nie jest zarobienie najszybszych pieniędzy możliwych — chodzi o to, aby przeżyć wystarczająco długo, aby skorzystać z całego cyklu. Traderzy, którzy to rozumieją, to ci, którzy wciąż stoją, gdy trend w końcu osiąga szczyt.