Jestem mężczyzną, który stracił żonę przez dziecko. Przez te lata w nocy wielokrotnie marzyłem, że mogę wrócić do czasu, gdy jeszcze nie miałem dzieci, aby ponownie odpowiedzieć na to pytanie mojej żony, ale nigdy nie miałem już takiej okazji. Podczas urlopu w domu, bez zajęcia, natrafiłem na to pytanie i poczułem w sercu smutek.
Drogi pytający, chciałbym, żebyś potraktował mnie jak siebie, a moje doświadczenie jako swoje, to teraz jakby niebo dało ci jeszcze jedną szansę, abyś ponownie rozważył, czy przekonać swoją dziewczynę, która nie chce mieć dzieci, do posiadania dzieci.
Moja żona odeszła ode mnie już cztery lata temu i od tego czasu się nie ożeniłem. Była moją miłością życia, poznaliśmy się na uniwersytecie, a po ukończeniu studiów naturalnie wzięliśmy ślub, przed tym rzadko wspominałem o sprawach związanych z dziećmi.
Nie chodziło o to, że o tym nie wspomniała; kiedy się spotykaliśmy, wysyłała mi zdjęcia innych kobiet z luźnymi brzuchami po porodzie i nieestetycznymi rozstępami. Wtedy byłem naiwny i myślałem, że po prostu boi się, że tak skończy po porodzie, więc odpowiedziałem: „Kochanie, ty taka nie będziesz”.
Niezliczoną ilość razy wracałam myślami do momentu, gdy nieśmiało wysłała mi te przerażające zdjęcia, i czuję głęboki żal. Nawet lekarze nie mogli zagwarantować, że to się nie wydarzy, a jednak odważyłam się zapewnić kogoś, kto już wcześniej bał się porodu, że tak się nie stanie.
Nie powiedziała nic więcej, być może była nieco rozczarowana, i nie kontynuowała dyskusji na ten temat.
W niezliczonych chwilach refleksji w końcu zrozumiałam, że kiedy pokazywała mi ciała tych kobiet po porodzie, nie miała na myśli, żeby powiedzieć mi, że po porodzie nie skończy tak samo. Chciała mnie zapytać: czy gdyby poród doprowadził ją do takiego stanu, nadal chciałabym mieć to dziecko?
Gdybym tylko wtedy to zrozumiał.
Czasami, przeglądając Douyin (TikToka), trafiam na filmy o szkodliwości ciąży. Kiedy otwieram sekcję komentarzy, widzę wiele dziewczyn oznaczających swoich chłopaków, a większość facetów odpowiada, tak jak ja wtedy: „Spokojnie, nie skończysz jak ona”.
W tamtej chwili naprawdę chciałem go czegoś nauczyć jako ktoś, kto sam przez to wszystko przeszedł, ale nie miałem do tego prawa, więc po cichu przewinąłem tekst dalej.
Mam jednak nadzieję, że dziewczyny rozumieją, że jego reakcja mogła nie być złośliwa. Po prostu wiedział wtedy bardzo niewiele o ciąży i porodzie, a poza tym nie każdy tego doświadcza. To nie znaczy, że cię nie kocha.
Około dwa lata po ślubie moi rodzice zaczęli namawiać nas na dziecko. Podczas Święta Wiosny powiedzieli mi w dialekcie, że nie rozumie, że powinniśmy mieć dziecko i że mogliby nam pomóc się nim zaopiekować.
W drodze powrotnej do domu, podczas jazdy samochodem, zapytałem ją mimochodem: „Kochanie, jesteśmy małżeństwem od dwóch lat, więc co powiesz na to, żebyśmy mieli dziecko, z którym moglibyśmy się bawić?”
Nie dyskryminuję dziewczynek; wręcz przeciwnie, wolę córki. Myśl o posiadaniu córki, która wygląda tak uroczo jak ona, napełnia mnie szczęściem.
Przez chwilę milczała, prawdopodobnie rozumiejąc, co powiedzieli mi rodzice, kiedy tym razem wróciłem do domu. Zamiast odpowiedzieć mi bezpośrednio, zapytała: „Gdybym ci powiedziała przed ślubem, że nie chcę mieć dzieci, czy nie chciałbyś się ze mną ożenić?”.
Zamarłam w miejscu. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że całe życie będę bezdzietna.
W tamtym momencie rozważałem wiele możliwości. Gdyby powiedziała mi w trakcie naszego związku, że nie może mieć dzieci, mógłbym się rozczarować. Albo mógłbym spróbować ją przekonać, że jej zdanie mogło się zmienić po ślubie.
Tak mówią ludzie w naszym domu: kobieta zmienia się po urodzeniu dziecka.
Powiedziałem, że zdecydowanie.
Nie odwróciła się, lecz obróciła głowę, by spojrzeć na krajobraz za oknem.
Niecałe sześć miesięcy później zaczęłam odczuwać poranne mdłości, a test ciążowy potwierdził, że jestem w ciąży. Byłam przepełniona radością, ale jej uśmiechy stały się rzadsze, zastąpione przez zmartwienie. Pomyślałam sobie: „Wszystko będzie dobrze, kiedy dziecko się urodzi”.
Ale byłam zbyt naiwna. Po raz pierwszy dowiedziałam się, że poranne mdłości mogą być śmiertelne dla kobiety w ciąży i że wiele kobiet w szpitalach nie potrafi ich pokonać i musi dokonać aborcji. Uświadomiłam sobie, jak mało wiem o ciąży i spędziłam ten czas gorączkowo, zgłębiając ten temat.
Cierpiała na silne poranne mdłości, rzuciła pracę, nie mogła nic jeść i wymiotowała nawet po wypiciu wody. Byłam bardzo zdenerwowana i nawet zasugerowałam aborcję.
Zapytała mnie: „Jeśli to weźmiesz, nie będziesz już chciała mieć dzieci? A może planujesz sprawić, żebym zachodziła w ciążę raz po raz, żeby sprawdzić, która nie będzie mnie tak wymiotować?”
To pytanie uderza w samo serce mojej duszy i naprawdę nie wiem, jak na nie odpowiedzieć.
Po tym, jak poranne mdłości ustąpiły, jej brzuch zaczął szybko rosnąć i po trzydziestce wyglądał, jakby nosiła w sobie ogromnego arbuza. Zaczęły pojawiać się również rozstępy.
Kiedy przypomniałam sobie zdjęcia, które mi wysłała, zanim zaszła w ciążę, naprawdę nie wiedziałam, jak mam zachować się, okazując swoją ignorancję i niefrasobliwą odpowiedź.
Po zajściu w ciążę stała się znacznie silniejsza. Przestała miewać napady złości i mniej płakać. Po prostu cicho bawiła się telefonem albo bujała w obłokach w każdym kącie domu.
Zupełnie zmieniła się od małej dziewczynki, która uwielbiała skakać i śmiać się w szkole. Myślę, że to dlatego, że posiadanie dziecka nadało jej łagodniejszy temperament.
Pod koniec ciąży musiała wstawać siedem lub osiem razy w nocy i nie była w stanie wstać bez mojej pomocy. Cierpiała na poważne zaparcia i żadne środki przeczyszczające nie pomagały. Wiedziałam już, że wraz ze wzrostem macicy w czasie ciąży, uciskała ona wszystkie inne narządy, aż pozostało tylko niewiele miejsca. Jej narządy wewnętrzne były ściśnięte w małym kąciku, co utrudniało oddychanie. Jej pęcherz nie mógł pomieścić dużo moczu, więc musiała ciągle korzystać z toalety. Jej jelita również były ściśnięte, co uniemożliwiało jej normalne wypróżnianie.
W tym momencie zacząłem tego żałować.
Obwiniam siebie, że nigdy tak naprawdę nie zrozumiałam trudności związanych z ciążą. Czuję się jak idiotka. Nie doświadczyłam tego na własnej skórze i zawsze myślałam, że po prostu będzie lepiej, jak już przez to przejdę. Kiedy zobaczyłam to zdjęcie i pomyślałam o tym, jak wszystkie jej organy są przemieszczane przez tego małego człowieczka w jej macicy, poczułam się tak złamana. Myślę, że gdybym wiedziała o tym wcześniej, moja determinacja w posiadaniu dziecka dawno by osłabła.
W końcu nadszedł dzień porodu. Nalegała, żebym nie była przy niej. Ponad sześć godzin niepokoju poza salą porodową wydawało się dłuższe niż dziesięć miesięcy mojej ciąży. Dopiero gdy urodziła się moja córka, a matka i córka były bezpieczne, poczułam wreszcie, że ciężar ostatnich dziewięciu miesięcy spadł mi z ramion.
Kiedy dziecko się urodzi, wszystko będzie dobrze. Mam dekady, żeby dobrze ją traktować i powoli będę jej to wynagradzać.
Pielęgniarka przeniosła ją z powrotem na szpitalne łóżko. Być może dlatego, że była zbyt słaba, nie odezwała się ani słowem przez cały dzień. Pomimo obaw moich teściów i rodziców, w ogóle nie zareagowała. Po prostu patrzyła tępo w sufit. Kiedy mama przyniosła jej dziecko, żeby je obejrzała, nawet nie odwróciła głowy, żeby na nie spojrzeć.
Wypisano ją trzeciego dnia. Przez te trzy dni nie powiedziała ani słowa i nie wiem, co myślała.
Kiedy wróciliśmy do domu, moi teściowie rozmawiali w salonie, a ja zostałam z nią w pokoju. Nagle wypowiedziała swoje pierwsze słowa po porodzie: „Nagle czuję, że już cię nie kocham”.
Przestałam obierać jabłka. Nigdy nie spodziewałam się, że ona będzie taka.
Powiedziała: „Poród jest naprawdę bolesny. Kiedy ból jest tak intensywny, czuję, że w porównaniu z nim wolałabym cię nie kochać”.
Ja, dorosły mężczyzna po dwudziestce, nagle nie mogłem przestać płakać i cały czas przepraszałem moją żonę.
Od teraz będę traktować cię coraz lepiej.
Badanie kontrolne przeprowadzono półtora miesiąca później. Mięśnie dna miednicy zregenerowały się zaledwie w około czterdziestu procentach.
Płakała na miejscu w szpitalu, nie mogąc pogodzić się ze zmianami w swoim ciele.
Aha, i jest jeszcze nietrzymanie moczu. Lekarz powiedział, że dzięki leczeniu i treningowi niektórzy ludzie mogą wyzdrowieć.
niektórzy ludzie...
Tak, właśnie to wtedy powiedziałam – że jest typem osoby, która nie będzie miała rozstępów, obwisłego brzucha, nie będzie miała nietrzymania moczu i luźnej pochwy.
Tak, w jaki sposób tak duże dziecko mogłoby w pełni wyzdrowieć po wyjściu spod spodu?
Myślałam, że po porodzie wszystko będzie dobrze. Dopóki będę słyszała z sali porodowej, że zarówno matka, jak i dziecko są bezpieczni, wszystko będzie w porządku i wszystko będzie dobrze.
Myliłem się; przyczyną jej odejścia była niezdolność do zaakceptowania zmian zachodzących w jej własnym ciele.
Kiedy jej dziecko miało osiem lub dziewięć miesięcy, z jej talii wciąż wystawała gruba warstwa skóry. Hemoroidy poporodowe były już najmniejszym z jej problemów. Jej piersi również zaczynały obwisać. Powiedziała, że nie mogła uwierzyć, że jej ciało stało się takie.
Powiedziałem, że wszystko w porządku, bez względu na to, kim się staniesz, nigdy nie będę cię nienawidził.
„Moje ciało nie jest tylko dla ciebie. Ja sama nim gardzę”.
Wyszła kilka dni później. Skoczyła z 34. piętra.
Już płaczę, pisząc to.
Zawsze myślałam, że wszystko się skończy, gdy dziecko się urodzi, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że tym, co ją zabierze, będzie niemożność zaakceptowania swojego ciała po porodzie.
Tak, kobietom w przeszłości nie wolno było się uczyć i mogły znosić wszystko, co zmieniało ich ciało, ponieważ od dawna wpajano im, że ich jedynym celem jest prokreacja dla innych. Nie uważały się już za niezależne jednostki.
Dlaczego tak wiele kobiet nie chce teraz mieć dzieci?
Ponieważ uważali się za istoty ludzkie.
Rozumieją, że posiadanie macicy oznacza jedynie prawo do rozmnażania się, a nie, że jej posiadanie oznacza konieczność spełniania instynktów reprodukcyjnych.
Szkoda, że nie zrozumiałem tego wcześniej.
Gdybym zrozumiała wcześniej, kiedy już przed ślubem bała się porodu, powiedziałabym jej: „Kochanie, skoro boisz się zajścia w ciążę i że twoja figura się pogorszy, to nie powinniśmy mieć dziecka. Nie chcę, żeby moje dziecko tak cierpiało. Jeśli chcemy mieć dziecko tylko dla zabicia nudy, możemy adoptować jedno z tych biednych maluchów, których rodzice zginęli w wypadku. To byłby dobry uczynek. Przecież jak dziecko pójdzie na studia, będziesz jedyną osobą przy mnie!”
Moja córka ma teraz pięć lat i bardzo ją kocham. Nagle zdałam sobie sprawę, że moja miłość do rodziców słabnie, mimo że dali mi wszystko, a cała moja miłość teraz trafia do mojego dziecka.
Trudno sobie wyobrazić, że pewnego dnia moja kochana córka również wyjdzie za mąż i urodzi dzieci, a potem odda całą swoją miłość własnym dzieciom.
Naprawdę, naprawdę ją kocham, kocham ją w stu procentach.
Ale nie jestem szczęśliwy.
Kiedyś myślałem, że małżeństwo potrzebuje dziecka, aby mieć pełną i szczęśliwą rodzinę. Ale później, ilekroć myślałem o mojej żonie, czułem żal i żałowałem, że nie mogę wrócić do tamtych czasów. Uświadomiłem sobie, że jestem najszczęśliwszy, kiedy jestem z nią.
Kiedy studiowaliśmy, nie mieliśmy dzieci. Szczęściem było dla nas odłożenie kieszonkowego na semestr i wyjazd do innej prowincji. Po studiach szczęściem było dla mnie odbieranie jej z pracy, trzymanie za rękę i rozmawianie w drodze do domu. Po ślubie szczęściem było dla nas leżenie razem w domu, podczas gdy ona oglądała swoje dramaty, a ja grałem w swoje gry.
Szczęście, którego doświadczyliśmy razem, nie obejmowało dzieci.
Teraz, kiedy mam dziecko, nie czuję się szczęśliwa. Bo jej nie ma.
W moich niezliczonych fantazjach powracam do czasów drugiego roku, kiedy próbowałem namówić pierwszoklasistów do zapisania się na legitymacje studenckie przy bramie szkoły. Ona, z krótkimi włosami, wyskoczyła mi w pole widzenia i zapisała się razem ze mną na legitymację studencką. Był upalny dzień, więc nalałem jej kubek galaretki z trawy z wiaderka, a ona powiedziała, że uważa mnie za naprawdę miłą osobę.
Niezliczoną ilość razy fantazjowałem o tym, żeby mieszkać z nią, aż do sześćdziesiątki, siedemdziesiątki, i spacerować ręka w rękę wzdłuż brzegu rzeki. Wtedy nie mamy dzieci, wspieramy się w trudnych chwilach i wiedziemy całkiem wygodne życie.
Tak, kiedy się zestarzeję, niezależnie od tego, czy miałam dzieci, gdy byłam młoda, czy nie, ona zawsze będzie u mego boku.
Zadawałem sobie pytanie, dlaczego uważam, że małżeństwo musi wiązać się z posiadaniem dziecka.
Ja też nie wiem. Wiem tylko, że tak powiedzieli mi rodzice i że ta myśl jest głęboko zakorzeniona w mojej głowie od ponad dwudziestu lat.
Przez lata, odkąd odeszła, moi krewni, rodzice, a nawet mój teść mówili mi, że mogę znaleźć kogoś innego do opieki nad dzieckiem, ponieważ będę potrzebował towarzysza, gdy się zestarzeję.
Kiedyś rodzice zmusili mnie do pójścia na randkę w ciemno. Siedziałem oszołomiony przy stole, kiedy zapytała mnie, o czym myślę. Powiedziałem jej, że myślę o mojej żonie.
Ponieważ się nie udało, po randce w ciemno udałam się do szpitala na zabieg podwiązania jajowodów.
Nie wiem, czy powiedziała, że mnie już nie lubi, w gniewie, czy naprawdę tak myślała. Wiem tylko, że nie mogę się zadowolić niczym gorszym. Każdej nocy, leżąc w moim dużym, podwójnym łóżku, zawsze o niej myślę. Gdyby tu była, zimą kładłaby mi lodowate stopy na brzuchu, przytulałaby się do mnie, żeby mnie ogrzać, kiedy wychodziłem z łazienki w najzimniejsze dni, i budziłaby się w środku nocy, śniąc, że ją zdradzam, i dawała mi po twarzy...
Tak wiele rzeczy już nigdy nie wróci.
Prawie zapomniałam, jak wyglądała. Przeglądając jej zdjęcia w telefonie, zauważyłam, że ta próżna dziewczyna uwielbiała używać filtrów upiększających; faktura jej skóry była niewidoczna, zupełnie jak prawdziwa ona, której nigdy więcej nie będę mogła dotknąć.
Zdjęcie nie było w stanie przywołać we mnie żywej, prawdziwej osoby.
Wróćmy do tego pytania.
OP, jeśli jesteś kobietą bez serca, która chce, żeby żona była jedynie maszyną do rodzenia dzieci, to potraktuj to jako historię. Jeśli naprawdę ją kochasz, proszę, postaw się w mojej sytuacji. Zadaj sobie pytanie: gdyby twoja żona musiała przez to wszystko przechodzić w przyszłości, czy nadal namawiałbyś ją do posiadania dziecka?
Nie mów, że nie każda historia kończy się tragicznie. Jeśli będziesz się ze mną tak kłócić, to tak samo, jak wtedy, gdy mówiłem jej, że nie będzie miała rozstępów, nietrzymania moczu ani obwisłych piersi. Proszę, przygotuj się na najgorsze, a potem zadaj sobie pytanie: nawet jeśli będzie musiała to znosić, czy nadal absolutnie potrzebujesz, żeby urodziła to dziecko? Czy potrzebujesz dziecka, bo uważasz, że rodzina musi mieć dzieci, żeby być szczęśliwa, czy po to, żeby uciszyć plotki i nie wydawać się innym? Gdybyś spędził z nią całe życie, czy czułbyś się szczęśliwy?
Potraktuj to jako szansę daną ci przez Boga, by powrócić do przeszłości. Mam nadzieję, że dobrze się nad tym zastanowisz.
Przecież nie mam już takiej szansy.
Aktualizacja.
Nie spodziewałem się, że zdobędę zaledwie kilkaset polubień w ciągu jednego dnia. Przeczytałem każdy komentarz. Na początku kilka kobiet w ciąży podzielało niepokój i strach mojej żony, wyrażając swoją empatię. Potem dołączyło do mnie mnóstwo innych osób. Niektórzy zachęcali mnie do dobrego życia, inni uważali, że jestem nieodpowiedzialny, nie rozpoznając jej depresji poporodowej wystarczająco wcześnie, a jeszcze inni uważali, że używam słów, żeby ukryć swój brak troski. Akceptowałem wszystkie głosy, ale nie odpowiadałem na każdy z nich, tak jak na początku.
Celem napisania tej odpowiedzi jest zwrócenie się do mężczyzn, którzy wciąż trzymają się tradycyjnych, feudalnych idei. Wierzę, że wiele moich wcześniejszych przemyśleń odzwierciedla powszechną sytuację wśród współczesnych mężczyzn. Nie zastanawiają się oni poważnie nad kwestiami ciąży, porodu i opieki poporodowej; nie wiedzą nawet, dlaczego tak naprawdę potrzebują dziecka, po prostu ulegają wpływom tradycyjnego myślenia. Od kilku lat żyję w żalu i mam nadzieję, że skłoni to niektórych mężczyzn, którzy naprawdę kochają swoje dziewczyny, ale dręczy ich kwestia posiadania dzieci, do refleksji nad własnymi perspektywami.
Później odkryłem, że kobiety nadal są bardziej zdolne do empatii w tej sytuacji. Być może tacy mężczyźni nawet nie kliknęliby, żeby przeczytać moją odpowiedź. W takim przypadku nie ma to sensu; powoduje jedynie większy niepokój u kobiet i nie przyczynia się do pobudzenia myślenia mężczyzn.
Mogę usunąć tę odpowiedź za kilka dni. Moje życie toczy się dalej i życzę każdemu, aby znalazł swoją bratnią duszę.
To ostatnia aktualizacja; usunąłem anonimowość. Nie będę podważał żadnych opinii w sekcji komentarzy; zapraszam do dyskusji. To konto jest trwale dezaktywowane i nie będzie już aktualizowane. Dziękuję.
Autor: Czy ty też nie jesteś zadowolony?
źródło: Zhihu
Prawa autorskie należą do autora. W przypadku reprodukcji komercyjnej prosimy o kontakt z autorem w celu uzyskania autoryzacji; w przypadku reprodukcji niekomercyjnej prosimy o podanie źródła.
