Clawdbot to fenomen, którego naprawdę rozumiem, jest naprawdę potężny. Wpisujesz zdanie w oknie czatu, a on może za ciebie pracować, e-mail, kalendarz, wiadomości, procesy automatyzacji, jak cyfrowy gospodarz na każde zawołanie. Fajnie, prawda? Fajnie.

Ale powiem coś nieprzyjemnego, Clawdbot to rzecz, z którą większość zwykłych ludzi naprawdę nie powinna się stykać. Jak już się z tym zetkniesz, jest duża szansa, że coś pójdzie nie tak, a nawet nie będziesz wiedział, jak do tego doszło.

On nie chce "użytkowania", on chce "klucza". Chcesz, żeby pomógł ci automatycznie obsługiwać e-maile, musisz dać mu dostęp do skrzynki e-mailowej. Chcesz, żeby naprawdę działał, musisz włożyć mu mnóstwo tokenów, kluczy API, a nawet wyższe uprawnienia systemowe. Jakie błędy najłatwiej popełniają zwykli ludzie? Chcą sobie ułatwić życie, otwierając wszystkie uprawnienia. Po otwarciu wszystkich uprawnień, potem mówisz mi o bezpieczeństwie, to jest żart z samego siebie.

Zwykli ludzie w ogóle nie mają tego "instynktu ryzyka". Myślisz, że rozmawiasz z nim, w rzeczywistości wydajesz polecenia, a to są polecenia, które można wykonać. Piszesz coś niejasno, on rozumie to nieco inaczej, a wykonanie jest nieco zbaczające. E-maile wysłane do niewłaściwych osób, cały harmonogram zmieniony, pliki przypadkowo usunięte, masowe wysyłanie wiadomości, które są tak niezręczne, że mogą zrujnować reputację. Chcesz to cofnąć? Wiele działań nie da się cofnąć.

Prawdziwym problemem jest "ciągłe działanie". Kiedy raz go włączysz, pozwalasz mu działać automatycznie, uruchamiać się automatycznie, powtarzać automatycznie, to nie jest coś, co używasz od czasu do czasu. To jest coś, co jest stale online, ciągle działa na twoim koncie, przetwarza twoje dane.

Dziś źle skonfigurujesz jedną regułę, jutro budzisz się i widzisz, że cały workflow wygląda jak po ataku dzikiego psa. Pytasz, kto za to odpowiada? Na końcu to ty ponosisz odpowiedzialność.

Moje podejście jest bardzo jasne. Clawdbot jest odpowiedni dla dwóch typów ludzi.

Jedna grupa to osoby z silną świadomością bezpieczeństwa, które znają minimalne uprawnienia, wiedzą o izolacji, wiedzą, jak zatrzymać krwawienie, gdy coś pójdzie nie tak. Drugą grupą są osoby, które mają bardzo wąski scenariusz, używają tylko małej liczby funkcji, używają go jak skalpela, nie otwierają uprawnień na oślep, nie uruchamiają go od razu automatycznie.

Jakie jest najniebezpieczniejsze myślenie zwykłych ludzi? Myślą, że mają tylko bardziej inteligentnego asystenta. A potem wydają całą serię kluczy, myśląc, że nic się nie stanie. Gdy naprawdę coś pójdzie nie tak, nawet nie wiesz, "gdzie jest luka".

Jeśli naprawdę chcesz spróbować, pamiętaj jedno. Mniej uprawnień, wolniej działające funkcje, więcej kłopotów, to wszystko jest lepsze niż jedna katastrofa.