Istnieje bardzo interesujące zjawisko, że większość ludzi ma podwójne standardy w inwestycjach i konsumpcji.
Codzienne wahania strat w portfelu wynoszą setki tysięcy, być może oczy nawet nie mrugną, a pod wpływem rynku stałem się całkowicie otępiały.
Jednak podczas zakupów, jedzenia na mieście, kupowania ubrań, czy wydawania pieniędzy na skórki w grach, te kilka stów trzeba jeszcze długo rozważać, czekając na wyprzedaż.
Jestem taką osobą.
Policzyłem, że w ciągu ostatnich dwóch lat w grach wydałem około 5000 zł, co średnio daje około 200 zł miesięcznie, a na ubrania i buty wydane pieniądze nie przekroczyły 10 000 zł, co jest dość oszczędne.
Na rynku inwestycyjnym wydaję pieniądze jak woda, a w codziennych zakupach jestem skąpy. Czasami myślę, że to jest dość śmieszne.
Zawsze uważałem, że nauka nie tylko inwestowania, ale też umiejętności konsumpcji to obowiązkowy kurs dla każdego. W przeciwnym razie, zarabiając tyle pieniędzy, nie wiedząc jak je wydać, jaki to ma sens?
Po prostu w ciągu tych dwóch lat byłem zajęty pracą i nigdy nie poświęciłem czasu, aby naprawdę zająć się konsumpcją.
Dla mnie konsumpcja nie polega na bezmyślnym wydawaniu pieniędzy, aby uzyskać chwilową przyjemność, ale na kupowaniu doświadczeń, wymienianiu pieniędzy na czas, a także na podnoszeniu siebie.
Chociaż w inwestycjach już jestem na poziomie podstawowym, w konsumpcji czuję, że jeszcze wiele pułapek przede mną, wiele dróg do przebycia.