Wiatr uderzył w okno, wydając stłumiony dźwięk
Siedzę na krześle, jak wilgotny kawałek papieru
Ból w kostkach wciąż trwa
Jak pęknięcie, które nie chce się zagoić
Ból w klatce piersiowej ciągnie mięśnie pleców
Każde spojrzenie, niesie ze sobą ciężki ból
Chcę coś powiedzieć, ale gardło jest zatkane watą
Nawet westchnienie, nie chce się uformować
Niebo za oknem, szare i ciężkie
Nie ma ptaków, nie ma chmur
Dni są jak miska letniej wody
Moknę w niej, powoli się marszcząc
Powoli, tracąc kształt