Eh, wczoraj znów pracowałem do trzeciej nad ranem, moje oczy stały się jak dwie czerwone linie, wróciłem do domu i od razu zasnąłem. Okazało się, że zanim jeszcze wstało słońce, mój robot sprzątający już się „obudził” — nie tylko wypucował podłogę na błysk, ale też zabrał miseczkę po zgniecionej zupie instant, a przy okazji wrzucił na pralkę tę stertę brudnych skarpet, a potem w aplikacji @ mnie: „Panie, dzisiejszy poziom emocji -53, zalecam zakup pakietu mocy ROBO, aby odblokować 'tryb pocieszenia w nocy', tylko 1.8 ROBO~”
Masując skronie, otworzyłem portfel, $ROBO znów cicho zrobiło mi z tego dwa razy więcej.
Boli głowa, to nie jest zwykła waluta, to „żywotność” przyszłych robotów. Kiedy naprawdę ludzkie roboty będą biegać po ulicach, będę musiał używać ROBO, żeby je włączyć, wynajmować moc obliczeniową za pomocą ROBO, kupować nowe skórki za ROBO, odnawiać ubezpieczenie „Nie bij mnie, panie” za pomocą ROBO. Nawet gdy sam będzie odbierał zlecenia, podawał dania, a nawet masował ludzi, pieniądze, które zarobi, w końcu też będę musiał oddać w „podatku domowym” ROBO. Nie zbiorę teraz? Dobrze, za trzy lata moja pensja może ledwo wystarczy, by kupić temu żelaznemu kawałkowi „łatkę stabilizującą emocje”, bo w przeciwnym razie, gdy się zdenerwuje, zamknie mnie na balkonie na refleksję.
Najbardziej zabolało: harowałem, żeby zdobyć pieniądze na posłuszniejszego robota, a on zarabia na ROBO szybciej, niż suma mojej pensji przez całe życie. Ja nadal jestem akumulatorem, a on już w robotycznej grupie dyskutuje, jak „optymalizować wydatki tego biednego pana”.
Obudziłem się. Nie chcę być już więcej trawą.
Chcę, żeby ROBO najpierw był moim psem.
Maszyny nie mają emocji, liczą tylko saldo na łańcuchu. Kto nadal naiwnie się zaplątany, ten zasługuje na to, by obudzić się kopnięty przez swoje żelazne nogi.
ROBO, nadchodzę. Jesteś gotowy, by dla mnie pracować?
@Fabric Foundation #robo