“Bitcoin uwięziony ponownie w strefie płynności,”

mówią analitycy, jakby duch Satoshiego osobiście zapomniał podlać rynek.

Scena: traderzy przebrani za naukowców danych czytający wykresy jak karty tarota, chantując o negatywnej gamie - jakby sam kosmos dbał o zabezpieczenia opcji.

Każda „próżnia” w płynności staje się świętą tajemnicą, kolejnym sanktuarium w Kościele Zmienności, gdzie wiara wyrażana jest w dźwigni, a odkupienie przychodzi tylko przy $60K.

Może prawdziwa luka płynności nie jest w $BTC , ale w wierze.

Rynek nie cierpi na brak kupujących - cierpi na brak znaczenia.