
Czy kiedykolwiek kupiłeś coś tak pięknego, tak pozornie trwałego, że czujesz, jakby to była mała część cyfrowej nieśmiertelności? Tak było ze mną z moim "Cyberpunk Pharaoh #420 NFT. Transakcja przebiegła idealnie. Księga blockchain, niezmienna jak kamienna tablica, dumnie ogłosiła: "Ten facet posiada rzecz." Czułem się jak król.
Potem próbowałem faktycznie spojrzeć na mój cyfrowy klejnot korony. Ładowanie... Ładowanie... Błąd 404.
Link był martwy. Obraz zniknął. Mój Faraon, król metawersum, najwyraźniej został eksmitowany, ponieważ ktoś w firmie hostingowej zapomniał zapłacić rachunek za serwer w wysokości 9,99 USD. Moje "niezmienne" dowody własności stały się teraz paragonem za usunięty JPEG. Blockchain, ten beacon braku zaufania, organizował wyprzedaż garażową dla duchów.
To wtedy iluzja "on-chain" rozpadła się dla mnie. Wydaliśmy miliardy na udoskonalenie bezzaufanych ksiąg wartości, ale zbudowaliśmy Luwr dla naszej sztuki cyfrowej na podejrzanym połączeniu Wi-Fi znajomego. Nasze protokoły DeFi mogą obsługiwać miliardy, ale obraz znudzonej małpy, którą "posiadasz", znajduje się na tym samym rodzaju serwera, który hostuje stronę internetową zespołu twojego kuzyna z 2008 roku.
To jest emocjonalne sedno, dlaczego projekty takie jak @walrusprotocol naprawdę mają znaczenie, i nie ma to nic wspólnego z wykresami tokenów. Chodzi o to, by nie czuć się idiotą za wiarę w obietnicę. Chodzi o budowanie przyszłości, w której twoje cyfrowe rzeczy nie istnieją tylko na papierze, ale tak naprawdę, wiesz... istnieją.
Kiedy czytam o morsach i ich "Czerwonym Surowcu" kodującym, który sprawia, że dane samoczynnie się naprawiają w zdecentralizowanej sieci, nie myślę o zyskach z stakowania. Myślę o moim biednym, zaginionym faraonie. Myślę o tym, by nigdy więcej nie czuć tego konkretnego, głęboko niezręcznego uczucia kryptowalutowej upokorzenia — uczucia, że przyszłość jest tutaj, ale zostawiła twoje rzeczy na serwerze, który właśnie został odłączony. $WAL #Walrus
