Tym razem wracając do kraju, spotkałem starych przyjaciół, słuchając dwóch rzeczywistych wersji „Rolnika i węża”, które były bardziej fascynujące niż scenariusz.
Historia pierwsza: brat A i „stary A”
Brat A to potężny gracz na rynku zagranicznym, kiedyś był łagodny, widząc, jak jego były podwładny płacze, że w domu nie mają co jeść, podał mu trochę kontaktów i zasobów. To jedno wsparcie nie było bez znaczenia, podwładny, korzystając z wpływów brata A, zarobił na jednym zamachu 50 milionów.
Zasadniczo to powinni być rodzice z tego życia, prawda? Nie.
Gdy pieniądze trafiły w ręce, kręgosłup stał się sztywniejszy, a twarz również się zmieniła. Na imprezie, niegdyś „wielki brat” już nie wołał, publicznie lekko wołał „stary A”, a w jego słowach było jeszcze trochę złośliwości, jakby tylko poniżając brata A, mógł udowodnić, że te 50 milionów to tylko jego własna zasługa.
A co z tego wynikło? Los zawsze się odwraca. Ostatnio inwestycje spaliły się, majątek stracił na wartości. Ten człowiek znowu z twarzą pełną bezczelności przyszedł do brata A, by płakać z biedy i prosić o szansę.
Brat A tym razem nie stracił słów, tylko dał trzy słowa: „Idź stąd.”
Historia druga: Stół brata B
Brat B miał jeszcze gorzej, osoby, które kiedyś wspierał, w publicznych miejscach nazywały go po imieniu na znak „bliskości”, a w przypadku nieporozumienia miały czelność publicznie uderzać w stół i stawiać mu wyzwanie.
Brat B nie pobłażał mu, na miejscu nie powiedział nic, wyszedł i od razu zablokował, nigdy więcej nie nawiązywał kontaktu.
Starożytni mówili: „Syn jest jak wilk z Zhongshan, gdy osiągnie sukces, staje się szalony”, i nie kłamali mnie.
Logika tych ludzi jest patologiczna: traktują zasoby swoich dobroczyńców jako swoje umiejętności, a szczęście epoki jako swój talent.
Co gorsza, w ich wnętrzu nie tylko nie czują wdzięczności, ale wręcz nienawidzą swojego dobroczyńcy. Obecność dobroczyńcy na każdym kroku przypomina im o ich wcześniejszej poniżonej pozycji. Dlatego, gdy tylko zyskają władzę, muszą przez upokorzenie dobroczyńcy zrealizować psychologiczne „zabójstwo ojca”, aby w ten sposób ustanowić swoją śmieszną „niezależną osobowość”.
Wniosek:
Dla takich ludzi, słowo „wyjdź” od brata A to najwyższa miłosierdzie.
Zgniły błoto nie może się podnieść, nie dlatego, że błoto jest miękkie, ale dlatego, że jest brudne.