Och, Boże, wpatruję się w ekran, a saldo konta spada z pięciocyfrowej liczby na zero, w tej chwili czuję się jak nieszczęśliwie rzucony pechowiec —
BTC, ty bezwzględny były, dlaczego opuściłeś mnie akurat dzisiaj? Wczoraj w nocy jeszcze śniłem, że leci na Księżyc, a po przebudzeniu to była finansowa wersja 'Titanica', moja mała łódka zderzyła się z górą lodową, zbankrutowałem! Ogromne straty? Ha, to mało powiedziane, teraz jestem tak biedny, że nawet muszę jeść zupki błyskawiczne z cebulą.
Patrząc wstecz, jak bardzo byłem pewny siebie jako ten 'genialny' trader! Maksymalny dźwignia, long na Bitcoinie, powód? Bo 'zawsze się odbije, HODL do śmierci!' A co się wydarzyło? Rynek spadł, a ja jak hazardzista z otwartymi oczami patrzyłem, jak mój poziom stop-loss jest rozrywany. Przyjaciele namawiali mnie do dywersyfikacji inwestycji, a ja mówiłem: 'Bitcoin to droga, reszta to chmury!' Teraz to ja jestem chmurą — konto wyzerowane, a moje samopoczucie się załamało. Ech, żartując, z moimi umiejętnościami mógłbym w starożytności być profesjonalnym pechowcem, specjalistą od robienia negatywnych przykładów dla innych.
Ale wracając do tematu, czy życie nie jest takie właśnie? Kiedy rosnę, przechwalę się, że jestem Warrenem Buffettem, a kiedy spadam, jestem wersją żebraka z ulicy. Dobra, jutro pożyczę trochę pieniędzy i wrócę na prostą - nie, najpierw kupię los na loterię, może wygram główną nagrodę i zainwestuję w bitcoiny! Haha, z moim margin call, jedyne, co mam teraz, to czarny humor. Bitcoin, czekaj na mnie, wrócę... pod warunkiem, że jeszcze mam na sobie spodnie.
